Rozdział dedykuję mojej prawej ręce Dolor ;*
Ludmiła
Tak to już dziś koniec laby, świętego spokoju, odpoczynku od dzisiaj znowu zaczną się kolejne problemy i męczarnie. Idę do miejsca zwanego światem tortur inaczej szkołą.
Chociaż jest jeden plus w końcu spotkam się z Alexem, strasznie za nim tęskniłam. Nie widzieliśmy się przez całe wakacje, ponieważ on postanowił iż w tym roku będzie zdawał do drużyny koszykówki.
- Ludmiła wychodzę! W kuchni masz kanapkę! - Usłyszałam głos matki dobiegający z przedpokoju. Pewnie znowu wróci w nocy. Zwinnym ruchem ręki zdjęłam z siebie kołdrę i udałam się do szafy. Z wyborem ubrania nie miałam dużego problemu, gdyż mam tylko jedną w miarę ładną i niezniszczoną sukienkę. Jest ona granatowa z długim rękawem przed kolana. Udałam się do łazienki i wykonałam wszystkie poranne czynności następnie ubierając wcześniej przygotowaną rzecz.
- Gdzie moja kanapka? - Zapytałam ojca siedzącego w ''salonie'' na kanapie i oglądającego jakiś nudny serial.
- Mówisz o tej z szynką? Zjadłem. - Odpowiedział lekceważąco.
- Ale ona była dla mnie.
- Przynajmniej nie przytyjesz. - Wybełkotał i wziął łyk piwa.
- Może zamiast od rana chlać mógłbyś zabrać się za szukanie pracy! - Krzyknęłam, a do moich oczu mimowolnie napłynęły łzy. Jak ja nienawidzę tego życia.
- Coś ty powiedziała Smarkulo! - Krzyknął i wstał z kanapy po czym podszedł do mnie i uderzył w policzek. Dotknęłam miejsca, na którym chwilę temu znajdowała się jego ręka i wybiegłam z domu. Oczywiście dla mnie to nie nowość, że mnie uderzył lecz pierwszy raz zdarzyło mu się zbić mnie w twarz. Najdziwniejsze jest to, że nie chce mi się płakać. Po chwili znalazłam się już w budynku szkoły, mimo że bardzo tu cierpię czuję się bezpieczna. Jest tu tyle różnych osób: aktorzy, muzycy, matematycy, sportowcy, humaniści, naukowcy, plastycy, metale i hipisi, ale każdego z nas łączy jedna rzecz wszyscy jesteśmy skrzywdzeni przez los. Leona mojego kuzyna rzuciła dziewczyna dla której był w stanie nosić góry, Camila jest wychowywana tylko przez matkę i ciotkę, Clara jeździ na wózku, Maxiego wychowuje ojciec i jego partner. Jedynie nie wiem co się stało Natalii, że mnie tak bardzo nienawidzi i krzywdzi tak wiele osób, ale uważam iż nie jest ona złą osobą tylko zagubioną i skrzywdzoną przez los.
- Hej Ludmiła. - Z moich przemyśleń wyrwał mnie głos Alexa, ale ja mam szczęście że go mam.
- Cześć Skarbie. - Oznajmiłam i chciałam go pocałować, ale on mnie odepchnął.
- Luśka rozmawialiśmy już o tym nie przy ludziach. - Powiedział szorstko i rozglądał się jakby kogoś szukał. W pewnym momencie drzwi do auli otworzyły się i wszystkie wzroki skierowały się w tamtą stronę. Stała tam czarnowłosa dziewczyna chyba w moim wieku. Ubrana była w śnieżnobiałą koszulę, czarne rurki, ciemne botki na obcasie i skórzaną kurtkę w tym samym kolorze co spodnie i buty. Ja bym umarła, gdybym była na jej miejscu a ona tylko stała i uśmiechała się. Najprawdopodobniej nowa, bo nikt z nas nigdy jej tu nie widział. Oczywiście mój kuzyn i jego banda już kiwali jej, aby do nich podeszła.
Francesca
Wiedziałam, że pierwszy dzień w nowej szkole będzie świetny, gdyż kocham być w centrum uwagi.
Kiedy weszłam do pomieszczenia z beżowymi ścianami, sceną i brązowymi fotelami wszystkie wzroki przeniosły się na mnie i jakiś chłopak bardzo przystojny ubrany w białą koszulę, czarne spodnie i żółto-niebieską bluzę z logiem szkoły pokazał miejsce obok siebie i tak znalazłam się obok jego bandy.
- Siema jestem Leon. - Powiedział wcześniej wspomniany chłopak i uśmiechnął się do mnie.
- A ja Maxi. - Dodał niższy i kiwnął głową.
- Hej ja jestem Francesca dla przyjaciół Fran. - Przedstawiłam się chłopakom siedzącym wokół mnie. Normalnie nie mogę uwierzyć, że w tym budynku znajduję od 10 minut i już zna mnie cała drużyna koszykarska. Naszą rozmowę przerwała niska, grubsza kobieta w ciemnych włosach i krzycząco różowej sukience.
- Witam was drodzy uczniowie. Zapewne jak wiecie wakacje się skończyły i rok szkolny się zaczął, więc trzeba zabrać się solidnie do pracy. - Oznajmiła usypiającym głosem. Potem coś tam jeszcze mówiła, ale jej nie słuchałam skupiłam się na pisaniu SMSów z moim przyjacielem z Włoch. Cała przemowa skończyła się po 30 minutach i udaliśmy się do klas. Okazało się, że muszę udać się do sali numer 27. Po długich poszukiwaniach znalazłam odpowiednią salę i do niej weszłam.
- Dzień dobry. - Oznajmiłam i podeszłam do młodej kobiety, której podałam karteczkę z moimi danymi itp.
- Dobrze. Mam na imię Angie i będę twoją wychowawczynią. To jest Francesca i przyjechała do nas z Włoch. Możesz nam coś o sobie opowiedzieć. - Oznajmiła kobieta i posłała mi ciepły uśmiech po czym usiadła przy biurku uzupełniając jakąś listę.
- Ok to jestem Fran. Kocham muzykę, rozmowy z przyjaciółmi, podróże, chodzić na zakupy oraz sport. Jeżeli chodzi o szkołę i naukę to nie jestem żadnym orłem i to chyba wszystko. - Powiedziałam i szeroko się uśmiechnęłam.
- Dobrze to usiądź sobie z... Ludmiłą. - Pokazała mi miejsce Angie.
- Ale to jest zajęte dla Alexa. - Powiedziała cicho blondynka.
- U mnie jest wolne! - Zawołał Leon i zepchnął Maxiego z miejsca obok siebie.
- Bardzo śmieszne. - Powiedziała nauczycielka i posłała mu dziwne spojrzenie.
- Dobra siadaj. - Dodała po chwili Ludmiła i pokazała miejsce obok siebie.
- Spoko nie musisz mnie znosić cały rok jutro siądę gdzieś indziej. - Szepnęłam i posłałam jej uśmiech.
- Ja idę po wasze plany lekcji. Bardzo proszę bądźcie w miarę spokojni. - Powiedziała kobieta i wyszła. Po chwili do sali weszła pewna czarnowłosa dziewczyna ubrana w czerwoną mini sukienkę i czarne szpilki.
- O Ludmiła widzę, że znalazłaś sobie koleżankę. Co tak samo biedna i pokrzywdzona przez los brakiem urody jak ty. - Powiedziała z lekceważącym uśmiechem
- Masz jakiś problem? Ja tam nie mówię, że jestem miss świata czy coś, nie znam się na urodzie, ale uważam że Ludmiła jest bardzo ładna, a ty to chyba nawet nie miałabyś szans by zostać miss śmietnika. - Oznajmiłam z równie lekceważącym uśmiechem, a wszystkie wzroki znowu zostały wlepione we mnie.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hejka jak wam wakacje mijają, bo mi za szybko.
Jest rozdział miał on wyjść inaczej, ale nie ważne... Nie wiem kiedy dwójeczka, bo pod poprzednim było mało komentarzy ;(
To ja kończę buziaki Sofie ;***
piątek, 31 lipca 2015
czwartek, 30 lipca 2015
Prolog
~1~
Jakie życie kiedyś było proste... Smutno mi się robi kiedy myślę o tych wszystkich chwilach jak moja rodzina była jeszcze normalna.
- Naprawdę będziemy mieszkać w nowym domu? - Zapytałam z niedowierzaniem.
- Tak Słońce, w nowym mieszkaniu będziesz mogła urządzić swoje 10 urodzinki. - Powiedziała mi mama całując w czoło i przykrywając kołdrą.
- Dobranoc mamusiu. - Oznajmiłam zapalnym głosem i zasnęłam.
Po tygodniu przeprowadziliśmy się do nowego pięknego domku. Miał on dwa piętra, przestronny ogród i trzy garaże.
Niestety nie było dane nam długo tam mieszkać. Po nie całym roku mój ojciec stracił pracę, jego pensja była naszym jedynym środkiem utrzymania. Musieliśmy sprzedać dom i kupiliśmy małe mieszkanie w starej kamienicy. Niczym nie przypomina ono naszego starego domu. Jest małe, zimne, a nasz "ogród" to stary zaniedbany plac. Mieszkamy tu, ponieważ po tym jak mój ojciec stracił pracę załamał się i popadł w nałóg alkoholowy. W szkole wszyscy mnie wyśmiewają nawet mój kuzyn, z którym niegdyś byłam bardzo związana. Na szczęście teraz mam Alexa, który mnie wspiera i bardzo kocha. Chyba...
~2~
Już się nie mogę doczekać września. Tak może brzmi to dosyć dziwnie, że w tych czasach istnieją jeszcze nastolatkowie lubiący chodzić do szkoły. Ale ja już tak szaleje na jej punkcie, ponieważ kocham poznawać nowych ludzi, a w tym roku przeprowadzam się i będę chodzić do nowego liceum. Mam nadzieję iż w nowym życiu znajdzie się miejsce na miłość, przyjaźń i pasję.
♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥
Tak więc prolog już jest :)
Błędy poprawie jutro, ponieważ piszę z telefonu a chciałam go dodać jak najwcześniej. Domyślacie się kim są te dwie osoby? Piszcie w komentarzach :*
Sofie :***
Jakie życie kiedyś było proste... Smutno mi się robi kiedy myślę o tych wszystkich chwilach jak moja rodzina była jeszcze normalna.
- Naprawdę będziemy mieszkać w nowym domu? - Zapytałam z niedowierzaniem.
- Tak Słońce, w nowym mieszkaniu będziesz mogła urządzić swoje 10 urodzinki. - Powiedziała mi mama całując w czoło i przykrywając kołdrą.
- Dobranoc mamusiu. - Oznajmiłam zapalnym głosem i zasnęłam.
Po tygodniu przeprowadziliśmy się do nowego pięknego domku. Miał on dwa piętra, przestronny ogród i trzy garaże.
Niestety nie było dane nam długo tam mieszkać. Po nie całym roku mój ojciec stracił pracę, jego pensja była naszym jedynym środkiem utrzymania. Musieliśmy sprzedać dom i kupiliśmy małe mieszkanie w starej kamienicy. Niczym nie przypomina ono naszego starego domu. Jest małe, zimne, a nasz "ogród" to stary zaniedbany plac. Mieszkamy tu, ponieważ po tym jak mój ojciec stracił pracę załamał się i popadł w nałóg alkoholowy. W szkole wszyscy mnie wyśmiewają nawet mój kuzyn, z którym niegdyś byłam bardzo związana. Na szczęście teraz mam Alexa, który mnie wspiera i bardzo kocha. Chyba...
~2~
Już się nie mogę doczekać września. Tak może brzmi to dosyć dziwnie, że w tych czasach istnieją jeszcze nastolatkowie lubiący chodzić do szkoły. Ale ja już tak szaleje na jej punkcie, ponieważ kocham poznawać nowych ludzi, a w tym roku przeprowadzam się i będę chodzić do nowego liceum. Mam nadzieję iż w nowym życiu znajdzie się miejsce na miłość, przyjaźń i pasję.
♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥
Tak więc prolog już jest :)
Błędy poprawie jutro, ponieważ piszę z telefonu a chciałam go dodać jak najwcześniej. Domyślacie się kim są te dwie osoby? Piszcie w komentarzach :*
Sofie :***
Witajcie ^^
Hej, cześć i witajcie!
Jak widzicie, założyłam nowego bloga z opowiadaniem... Oczywiście starego również będę prowadzić, ale jest sobie pewna osóbka, która dała mi motywację i pomysły :D
Tak więc Dolor, bardzo Ci dziękuję :*
Niebawem (dzisiaj lub jutro) pojawią się bohaterowie i prolog ^^
Wszystkich bardzo serdecznie zapraszam do czytania!
Sofie :***
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
