sobota, 28 maja 2016

002 II Nowy rozdział w życiu

Rozdział dedykuję wszystkim, którzy na niego czekali kocham Was!



#Pierwsza myśl#

 Od kilku dni po jego głowie chodziła tylko jedna myśl ,,Jak tam będzie?".  Od dziecka bał się zmian, niestety jego "kochani" rodzice nie oszczędzali ich mu. Pamiętał, że kiedy był w przedszkolu poznał Davida, byli najlepszymi przyjaciółmi lecz po roku jego ojciec dostał pracę w Londynie i musieli opuścić zarówno Nowy Jork, jak i Davida. W wieku dziewięciu lat poznał Panią Smith, była ona jego sąsiadką i opiekunką. Traktowała go jak własnego wnuka, wspólnie się bawili, odrabiali prace domowe, chodzili do cukierni na karmelowe maffiny, niestety jego rodzice po raz kolejny go zawiedli i musiał opuścić kolejną osobę, którą kochał. W ten sposób trafili do Madrytu gdzie mieszkali przez kolejne cztery lata, tam poznał swoją miłość do aktorstwa, tańca i śpiewu. Kiedy jego ojciec się o tym dowiedział zabronił mu uczestniczyć w zajęciach ze sztuki, kazał brać przykład ze starszego brata, sportowca, najlepszego ucznia, dobrego przyjaciela i przywódcy, miał być taki jak on. Następnie było Tokio (tam zadecydował, że już nigdy nie zje ryżu), i teraz kolejna przeprowadzka po czterech latach ma nadzieję, że ostatnia.
- Logan pośpiesz się, musimy złożyć dokumenty w szkole! Chyba chcesz zobaczyć nowe liceum, prawda?
- Tak mamo. Prawda.
Oznajmił schodząc po schodach i zapinając plecak.
- Proszę kanapka. Wiesz o tym, że jeżeli chcesz zostać kapitanem w drużynie koszykówki musisz jeść.
- Mhm. Tak o niczym innym nie marzę.
Mruknął sięgając po posiłek i kierując się w stronę garażu. Po chwili siedział obok ojca w samochodzie i pędzili w stronę szkoły.
- Tato mam już siedemnaście lat... Nie musisz iśc ze mną.
- No chyba żartujesz. W takich placówkach zawsze lepiej wygląda, gdy rodzice załatwiają dokumentacje szkolną wraz z dziećmi. Ruszaj się.
Nie skomentował już niczego, tylko powlókł się za ojcem nucąc jakąś starą melodię.
- Witam Państwa w najlepszym liceum w Argentynie, w Akademii Blake. Proszę usiąść.
Oznajmił mężczyzna wskazując krzesła przy biurku. Potem ojciec wraz z dyrektorem omawiali sprawy związane z książkami, mundurkiem na ważne uroczystości czy zajęciami poza lekcyjnymi.
- Panie Dyrektorze, a czy jest tutaj drużyna koszykarska?
- Oczywiści, mamy sekcję sportów wodnych, zespołowych, indywidualnych oraz grupę taneczną.
- Logan w poprzednich szkołach grał w koszykówkę, jest rewelacyjny, po szkole średniej chce wyjechać do Bostonu, gdzie uczy się jego brat.
- O to świetna wiadomość, ponieważ wraz z nowym rokiem są nowe miejsca, jutro zgłoś się do Leona Verdasa  on jest kapitanem, a na dzisiaj to chyba tyle. Dziękuję do jutra.
- Do widzenia.
- Ja jeszcze skoczę do łazienki, jeżeli się spieszysz to już jedź.
- Spotkamy się w domu na kolacji. Jadę do firmy. Jak coś to dzwoń, pa.
Postanowił zwiedzić szkołę, poszukać pływalni i sali muzycznej. Kiedy szedł pogrążony we własnych myślach usłyszał tylko wrzask.
- Ty Głupku! Oślepłeś! Nie widzisz!?! Popatrz co zrobiłeś! Nie dość, że zalałeś mi kawą podręczniki i białą bluzkę to jeszcze nowy obraz! Wielkie dzięki!
Wrzeszczała ciemnowłosa dziewczyna starając się zetrzeć brązową plamę z bluzki.
- Mnie też jest bardzo miło Cię poznać! Przecież widziałaś, że idę i nie wiem gdzie jest wyjście, aż tak trudno się domyśleć, że zabłądziłem?!
- Acha czyli to moja wina, że zalałam sobie pracę domową i omal nie poparzyłam kawą?! Wielkie dzięki za szczerość! Gdybyś był choć trochę ogarnięty przeprosiłbyś, pomógł mi czy coś, ale nie TY stoisz i się jeszcze na mnie drzesz!
-Eeee... Przepraszam...
Zrobiło mu się głupio, bo zrozumiał iż dziewczyna ma rację.
- Jestem Logan i tak trochę zabłądziłem.
- A co mnie to obchodzi jak się nazywasz, przez Ciebie już w pierwszym miesiącu nauki dostanę jedynkę z matmy za niechlujny zeszyt. Spadaj, dam sobie radę sama.
Zabrała rzeczy i powędrowała w głąb korytarza, uznał że na dzisiaj wystarczy mu już szkoły.
 
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Hej Kochani!
Przepraszam, że tak długo nie było wpisów, powiedzmy miałam ciężki okres w życiu.
Ale teraz coraz bliżej do wakacji, więc wiecie posty będą częściej ;)
Przeprasza, że tak krótko i nudno, ale musze znowu wejść w klimat opowiadania xdd
Zapewne zauważyliście, że znowu sama prowadzę bloga... Otóż nie pokłóciłyśmy się, ani nic z tych rzeczy. Po prostu brakowało nam czasu na pisanie, a dlatego, że nie lubimy pożegnań uznałyśmy wraz z Dolor, że tak po cichu, bez rozgłosu będzie lepiej. Poza tym nie oficjalnie Pati dalej jest autorką więc czemu miałyśmy się żegnać :)
Dobra, a teraz do rozdziału jak myślicie kim była ta dziewczyna, ktoś ważny czy epizod?
Zostawcie komentarze błagam xdd I zaglądajcie do zakładek.
Pozdrawiam Sofie ;***






poniedziałek, 15 lutego 2016

One Shot II Biała herbata z malinami

 To dla ciebie!
Nie ma Cię przy mnie juz od pół roku, a do mnie to dalej nie dociera... Przepraszam, ze nie było mnie przy Tobie w najcięższych chwilach. Zbliżają  się Twoje urodziny, ale juz nie usłyszysz moich życzeń...  Zaraz znowu smutek, bo to będzie szósty miesiąc bez Ciebie.
Pamiętaj Kocham Cie Kochałam i Zawsze Będę Cię Kochać!

----------------------------------------------------
Czytając posłuchaj

  

 Od dnia, w którym udała się na badania minęły już dwa tygodnie, od tamtej pory jej życie toczyło się tak wolno, jakby ktoś wyjął baterie z zegara i czas przestał płynąć. Dziewczyna żyła w strachu i niepewności, bała się, cholernie się bała jak teraz będzie wyglądało jej życie. Czy los sprawi jej piękną niespodziankę, czy może wywróci dotychczas poukładane życie...
 Pogrążona własnymi przemyśleniami nawet nie zorientowała się iż już doszła pod szpitalny budynek, niepewnie popchnęła drzwi i weszła do pomieszczenia. Już przy wejściu jej nozdrza poczuły charakterystyczną szpitalną woń, mieszaniny środków dezynfekujących, różnego rodzaju leków oraz zapach ludzi przebywających w tym miejscu. Sztywnym krokiem podeszła do recepcji i zapytała o wyniki, po czym starsza pielęgniarka z ciepłym uśmiechem zaprowadziła ją pod gabinet lekarza. Po nie całych dziesięciu minutach weszła do pokoju i przywitała się z młodą lekarką.
- Dzień dobry.
-Witaj Francesco.
Odparła kobieta przeglądając jej dokumentacje, po wyrazie twarzy kobiety, szatynka domyśliła się iż ta nie ma dla niej dobrych wiadomości. Jej z reguły optymistyczne myśli uciekły bardzo szybko, pozostawiając miejsce dla tych mniej entuzjastycznych. W końcu kobieta podniosła się i rozpoczęła rozmowę.
-No dobrze, jak zapewne wiesz Twoja babcia oraz ciotka walczyły z rakiem... Więc pewnie domyślasz się, że genetycznie posiadasz predyspozycje do zachorowania.
Dziewczyna przyglądała się lekarce z przerażeniem w oczach i powoli przyswajała jej słowa.
-Oglądając Twoje wyniki badań muszę Ci powiedzieć, że niestety również zachorowałaś na nowotwór... Masz raka trzustki.
Po tych słowach jej świat się zawalił, nie wierzyła w to co mówi jej lekarka. Doskonale wiedziała, że rak trzustki jest najgorszy, ponieważ nie idzie go jeszcze wyleczyć.
-Nie martw się rak to jeszcze nie wyrok. Będziemy z nim walczyć.
-Jak to nie jest wyrok?! Przecież nie ma leku na tę odmianę nowotworu!
-Spokojnie wiem, że nie ma jeszcze na niego leku, ale medycyna poszła bardzo do przodu możemy opóźnić postępowanie choroby.
Oznajmiła spokojnie lekarka. Szatynka nie potrafiła uwierzyć w jej słowa, lekarka jeszcze tłumaczyła osiemnastolatce kilka ważnych spraw, niestety ona pogrążona była we własnym świecie. Na do widzenia dostała duży plik recept i wyszła z gabinetu.
 Nastolatka nie miała pojęcia co powinna ze sobą zrobić. Nie chciała dzwonić do rodziców i ich martwić, gdyż bardzo zależało jej na tym by kontynuować studia na Krakowskim ASP.
Udała się do pobliskiej herbaciarni, uwielbiała tam przebywać, ze względu na miłą atmosferę, piękny wystrój oraz darmowe wi-fi. Ostrożnie weszła do pomieszczenia zajmując swój ulubiony stolik, kącie pomiędzy oknem i kominkiem. Zamówiła swoją ulubioną białą herbatę z malinami, a następnie wyjęła blok i ołówek. Uznała, że uwieczni tę chwilę na kartce papieru przy okazji odrabiając kolejną pracę domową co jakiś czas rozkoszując się herbatą.
-Przepraszam czy wolne?
Usłyszała ciepły męski głos za swoimi plecami. Z samej ciekawości postanowiła, że się odwróci. Jej oczom ukazał się przystojny nastolatek na oko w jej wieku, miał szmaragdowe oczy oraz włosy postawione na żelu.
-Jasne.
Oznajmiła pierwszy raz uśmiechając się tego dnia.
-Mam na imię Leon i zwykle nie ma tu tylu osób, a uwielbiam się tu uczyć.
Powiedział nie zdejmując z niej wzroku.
-Miło mi. Francesca.
-Dzień dobry co podać?
Zapytała kelnerka.
-Poproszę białą herbatę z malinami.
Oznajmił właściciel szmaragdowych oczu cały czas się uśmiechając. Szatynka bardzo ucieszyła się, że chłopak zamówił ten sam napój co ona pomimo, że znali się zaledwie dwadzieścia minut.
Przez kolejną godzinę rozmawiali, śmiali się i dowiadywali o sobie nowszych rzeczy. Po dwóch godzinach i trzech wypitych herbatach postanowili udać się na spacer do parku.
Wychodząc z herbaciarni dziewczyna od razu poczuła, że zima nie próżnuje i momentalnie schowała ręce do kieszeni. Kiedy skończyli spacer Leon odprowadził ją do domu i pożegnali się.
 Francesca od samego rana nie potrafiła znaleźć sobie miejsca w domu, bardzo denerwowała się kolejną wizytą w szpitalu tym razem u onkologa. Bała się czego może dowiedzieć się tym razem. Po czterdziestu minutach uznała, że wyjdzie z domu i przejdzie się do szpitala na nogach, aby się dotlenić. Kiedy znalazła się w szpitalu i w końcu udało jej się wejść do gabinetu odetchnęła z ulgą. Sama nie wiedziała czym się tak denerwuje.
-Dzień dobry. Pokaż mi te swoje wyniki.
Poprosił lekarz siedzący na fotelu za biurkiem z surowym wyrazem twarzy.
-Dobrze, nie widzę innej opcji niż po prostu umieszczenie Cię na oddziale w szpitalu. Niestety najprawdopodobniej miejsce zwolni się za około dwa miesiące. Oczywiście jest jeszcze możliwość, abyś wróciła do Włoch i tam umieścimy Cię w jakimś szpitalu.
Oznajmił lekarz bardziej do siebie, niż do niej już nieco łagodniejszym tonem.
-Nie trzeba ja poczekam tutaj, ponieważ za nim uda się załatwić wszystkie formalności z wyjazdem minie akurat z półtora dwa miesiące.
Kłamała, ponieważ doskonale wiedziała iż to nie będzie żaden problem, mimo wszystko próbowała przekonać mężczyznę do swojej racji. On również wiedział, że kłamie lecz nie wnikał ani nie przeciągał bardziej dyskusji.
 Wychodząc z gabinetu usłyszała znajomy głos wołający jej imię.
-O hej Leon co ty tu robisz?
-Hej przyjechałem z babcią na badania od wielu lat zmaga się z chorobą. A ty co tu robisz?
Wiedziała, że to pytanie również padnie lecz nie chciała mu mówić prawdy...
-Ja tu pracuję... No bardziej dorabiam noszę kawę i herbatę lekarzom itp.
Wymyśliła na poczekaniu, chłopak nie pytał o nic więcej tylko przedstawił ją swojej babci.
Postanowili, że całą trójką odwiedzą swoją ulubioną herbaciarnię i wypiją pyszny napój. Po około dwóch godzinach uznali, że pójdą na spacer, Pani Bianco koniecznie chciała iść już do domu więc młodzi postanowili ją odprowadzić. Następnie udali się na długi spacer pod gwiazdami.
-Fran...
-Hmmm?
-Opowiesz mi coś jeszcze o sobie i swoim życiu? Proszę.
Kiedy dziewczyna zorientowała się o co prosi ją przyjaciel poczuła ciarki na plecach. Błądziła wzrokiem po niebie i myślała co mu odpowiedzieć.
-Wiesz już o mnie na prawdę wszystko.
Odpowiedziała wymijająco.
-Wiesz o co mi chodzi...
-To może ty opowiedz mi coś jeszcze o sobie.
Powiedziała ze sztucznym uśmiechem i usiadła na trawniku.
-No to dzisiaj poznałaś moją babcię. To właśnie ona mnie wychowała, po śmierci moich rodziców wraz z babcią przeprowadziliśmy się do Polski. Na dzień dzisiejszy nie wyobrażam sobie bez niej życia.
Opowiedział siedząc obok niej i bawiąc się kosmykami jej włosów.
-Leon ja nie miałam pojęcia...
Przyznała ze spuszczoną głową.
-Fran mogę mieć do Ciebie szalone pytanie?
-Jasne.
Odpowiedziała zaciekawiona podnosząc głowę.
-Zostaniesz moją dziewczyną?
-Mhm... Tak!
Zawołała ze szczerym uśmiechem. Leon ewidentnie się rozpromienił i mocno ją przytulił.

Miesiąc później

 -Nie mów mi, że jeszcze mu nie powiedziałaś.
Odparła z wyrzutem przyjaciółka Szatynki.
-Nie chcę go ranić... Poza tym wiesz, że lekarz mówił mi że wyniki są lepsze.
Powiedziała biorąc łyk białej kawy.
-Nie chcesz go ranić? Chyba żartujesz pomyśl jak ty byś się czuła na jego miejscu?
-No niby masz rację... Powiem mu jak wróci z tej wymiany.
Uznała ze smutkiem i zażenowaniem w oczach.
-Kochanie wiesz, że nie chcę dla Ciebie źle.
-Wiem dziękuję Lu. Dopiero teraz widzę, że moje zachowanie było na prawdę egoistyczne.
-Misia nie smuć się.
Powiedziała blondynka przytulając przyjaciółkę.
-Hej kochanie.
Szatynka usłyszała za sobą miękki głos ukochanego. Po chwili Leon objął ją i odwrócił w swoją stronę łącząc ich usta w przyjemny pocałunek.
-Hej Skarbie. Nawet nie wiesz jak się cieszę, że już jesteś.
-To ja już pójdę. Pa Leon, pa Mała pamiętaj.
-No to co gdzie idziemy do Ciebie czy do mnie?
Zapytał Leon z uwodzicielskim uśmiechem.
-W sumie to możemy do mnie, Luśka jedzie na jakieś warsztaty muzyczne do Wrocławia.
-Fran co Ci jest jeszcze parę dni temu byłaś w stanie latać, a dzisiaj zachowujesz się jak zmierzła osa.
-Przepraszam, mam zły dzień.
-Wiem może ty jesteś w ciąży...
-No wiesz co, przesadziłeś!
Krzyknęła dziewczyna gotowa do wyjścia.
-Nie no Francesca nie złość się przepraszam.
Odparł skruszony Leon.
-Za ten tekst powinnam dać Ci w twarz wiesz o tym.
Powiedziała z uśmiechem, a po chwili Leon pocałował ją.

Dwie godziny później

 -Leon muszę Ci coś powiedzieć...
-Tak?
-Bo ja... nie byłam z Tobą do końca szczera.
-Fran o czym ty mówisz?
Zapytał po czym zorientował się, że dziewczyna leży nie przytomna na posadzce.
Po dwudziestu minutach Chłopak wraz z ukochaną i jej przyjaciółką byli już w szpitalu.
-Kim państwo są dla Pani Cauvilgi?
-Jestem jej siostrą. Proszę mi powiedzieć czy to ma coś wspólnego z jej chorobą?
Zapytała blondynka ze łzami w oczach.
-Jaka chorobą?!?
Dopytywał zdenerwowany brunet.
-Zapraszam Państwa do gabinetu nie będziemy rozmawiać na korytarzu.
Zdenerwowani studenci udali się za lekarzem. Leon miał złe przeczucie. Bał się, że to co za chwilę usłyszy może całkowicie zmienić jego życie.
-Zgadza się omdlenie Pani siostry zostało spowodowane postępowaniem choroby.
-Ale dlaczego? Przecież mówiła mi, że wyniki jej badań się polepszyły i iii...
Ludmiła nie wytrzymała i rozpłakała się jak mała dziewczynka.
-Przykro mi to mówić lecz wyniki Pani Francesci nie poprawiły się, wręcz przeciwnie jest o wiele gorzej tyle, że nie chciała zostać na oddziale... Może jeżeli zostałaby wtedy w szpitalu... Choroba nie postępowała by tak szybko.
Oznajmił lekarz z nutą smutku i rozczarowania w głosie, po czym czekał na kolejne pytania ze strony nastolatków bawiąc się długopisem.
-Do jasnej cholery, czy ktoś mi wreszcie powie o jaką chorobę chodzi?!?
Zdenerwował się chłopak i zaczął krążyć po gabinecie.
-To Fran Ci nie powiedziała? Miała dzisiaj Ci powiedzieć...
-O czy... Chwila... Mówiła, że nie była ze mną szczera iii... Ludmiła co dolega Francesce?
Zapytał właściciel zielonych oczu ze smutkiem w głosie i opadł na krzesło.
-Ona ma... raka...
Powiedziała i znów zaczęła chlipać odgarniając kosmyk włosów opadający na jej czoło.
-Ale jak... Od kiedy? Przecież nowotwór to nie wyrok dlaczego nic nie powiedziała?
-Ona ma raka trzustki... Od jakiś dwóch miesięcy o nim wie...
-Panie doktorze, pacjentka z czwórki się obudziła i chce się zobaczyć z Państwem.
Do gabinetu wbiegła pielęgniarka i ze smutkiem wypowiadała każde słowo, a przy ostatnim wskazała na Leona i Ludmiłę. Przyjaciele niemal od razu ruszyli w kierunku sali.
-Kochana proszę Cię nigdy więcej nas tak nie strasz rozumiesz.
Oznajmiła blondynka tuląc do siebie przyjaciółkę i głaszcząc ją po głowie.
-Przepraszam... Już nie będę. Lu możesz mi przynieść białą herbatę z malinami?
Zapytała osłabiona włoszka.
-Oczywiście zaraz będę.
-Fran dlaczego mi nie powiedziałaś?
-Przepraszam... Nie chciała, żebyś mnie zostawił. Chciałam, ale nigdy nie było odpowiedniego momentu.
Oznajmiła i spuściła wzrok.
-Nie martw się wyjdziesz z tego damy sobie radę. Rozumiesz?
Powiedział i mocno ją przytulił.
-Leon.
-Tak?
-Chcę, żebyś wiedział... Te dwa miesiące spędzone z tobą były najpiękniejszymi chwilami w moim życiu.
-Fran o czym ty mówisz? Będziemy mieć jeszcze mnóstwo takich chwil słyszysz?
-Proszę obiecaj mi, że zajmiesz się Lu i że nigdy mnie nie zapomnisz.
-Fran nie mów tak!
-Pocałuj mnie! Mocno i namiętnie ostatni raz. Proszę. Kocham Cię najbardziej na świecie.
Dziewczyna wiedziała, że mam mało czasu. Wiedziała, że muszą się pożegnać.
-Fran nie rób mi tego słyszysz ja Cię kocham!
Krzyczał chłopak ze łzami w oczach.
-Pocałuj mnie.
Wyszeptała resztką sił, a on spełnił jej ostatnią prośbę. Po chwili zorientował się iż wybranka jego serca jest martwa.
-Jestem przyniosłam Ci ogromną herbatę z... Leon co jest? Nie to nie prawda!
Krzyknęła dziewczyna upuszczając kubek z gorącą cieczą i płacząc jak mała dziewczynka. Oboje nie wierzyli, że już nigdy nie zobaczą jej uśmiechu, jak rysuje piękne portrety, że nie usłyszą jej przyjaznego głosu ani nie poczują bijącego od niej ciepła. Nie wierzyli, że Jej już nie ma.
Po dziesięciu minutach płaczu oboje ostatni raz spojrzeli na Włoszkę i wyszli ze szpitala czując smutek, pustkę i niechęć do wszystkiego.

Trzy dni później

 -Zgromadziliśmy się tu po to by pożegnać naszą siostrę. Odeszła w bardzo młodym wieku i bardzo niespodziewanie, ale na pewno chciałaby być zapamiętana jako wesoła i szczęśliwa dziewczyna.
Dobrze jest jeszcze jedna osoba, która chciała coś powiedzieć...
Oznajmił ksiądz na ceremonii pogrzebowej ustępując miejsca przy mikrofonie nastolatkowi.
-No to tak... Dzisiaj rano wraz z Ludmiłą znaleźliśmy list od Fran... Nie przeczytaliśmy go, ponieważ miał on zostać otwarty podczas... W tej chwili.
Powiedział Meksykanin otarł oczy i otworzył kopertę.
 
 Jeżeli czytacie ten list to znaczy, że mnie już z Wami nie ma. Chcę przeprosić wszystkich po kolei, że o mojej chorobie dowiedzieliście się podczas mojego pogrzebu, a nie ode mnie samej. Lecz zapewne pamiętacie nigdy nie znosiłam pożegnań... Chcę Wam wszystkim podziękować za wszystko.  Za uśmiechy, możliwość spełniania marzeń oraz miłość jaką mi okazywaliście we wszystkich chwilach mego życia.   
 Najbardziej chcę podziękować moim rodzicom. Zawsze mogłam liczyć na Was oraz wasze wsparcie i miłość, kochaliście mnie mimo wszystko. Dziękuję. 
Meksykanin przerwał czytanie na krótką chwilę, aby rodzice zmarłej przyswoili przeczytane słowa.
 Kolejną osobą, której jestem wdzięczna za wszystko jest moja przyjaciółka Ludmiła.
Byłaś dla mnie jak siostra zawsze mogłam na Ciebie liczyć Kocham Cię. Jest jeszcze druga osoba, której chcę bardzo podziękować i również przeprosić.
Przeczytał robiąc krótką pauzę, aby przetrzeć mokre oczy.
 I na koniec Ty Leonie. Chcę Cię  jeszcze raz bardzo przeprosić za kłamstwo. Mam nadzieję, że mi wybaczysz. Nie chciałam poddać się leczeniu, ponieważ wtedy nie spędzilibyśmy wspólnie tylu pięknych chwil. Chcę Ci bardzo podziękować, gdyż to właśnie przy Tobie zapomniałam o bólu i chorobie, to dzięki Tobie widziałam dalszy sens życia i nie załamałam się natomiast ostatnie chwile nie były męką i cierpieniem w szpitalu lecz piciem herbaty w Twoim towarzystwie. Pamiętaj Kocham Cię byłeś najlepszym co mnie w życiu  spotkało.
 Pamiętajcie, że jeżeli tylko zechcecie się ze mną spotkać lub porozmawiać to pomyślcie o mnie lub zawołajcie, a ja zawsze przybędę. I jeszcze jedno ja nie umarłam, ja żyję w waszych sercach i pamięci. Proszę nie zapomnijcie o mnie Kocham Was.
Francesca


--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Hej jest tu jeszcze ktoś?
No to jak zapewne się domyślacie One Shot miał zostać dodany wczoraj, ale nie zdążyłam i nie miałam siły... Rozdział pojawi się za niedługo, a tym czasem udanych ferii i szczęśliwych walentynek (wyobraźcie sobie, że zostało to napisane wczoraj ;).
Bardzo prosimy o komentarze to daje dużego kopa do pisania ;)
Pozdrawiam Sofie ;***






















sobota, 23 stycznia 2016

001 || Start.



#Pierwsza Myśl#

 Od rana krzątała się po domu, nie potrafiąc znaleźć sobie miejsca. W końcu nie codziennie nasi najbliżsi wychodzą ze szpitala po ciężkiej chorobie.
 Postanowiła napisać do przyjaciół, aby zrobili sobie dziś "dzień wagarowicza" i na spokojnie, bez żadnego stresu spotkali się w parku.
- Wychodzę! - krzyknęła na cały głos.
- Dobrze. Pa - odpowiedziała jej mama, jakby z przygnębieniem.
 Podeszła do drzwi, zastanawiając się nad... wszystkim. Miała żal do rodziców, że przez ich młodzieńczą głupotę żyje w ten sposób. Gdyby zakładając rodzinę byli dorośli, jej życie mogłoby wyglądać inaczej. Lecz z drugiej strony... Nie poznała by tak wspaniałych przyjaciół, jakich ma dzisiaj. I w sumie... to nie wina rodziców, że zakochali się w sobie. Przecież mama mogła ją urodzić i porzucić. A ojciec? Miał prawo do porzucenia rodziny. Jednak rodzice tego nie zrobili. Postanowili wziąć odpowiedzialność za swoje czyny i mimo wielu trudności są razem szczęśliwi.
 Gdyby nie poczuła mrozu, może dalej myślałaby o swoim życiu i użalała się nad sobą. Lecz lodowaty wiatr podziałał, jak wiadro zimnej wody wylanej na twarz. Po chwili poczuła, że w kieszeni wibruje jej komórka. Wyjęła urządzenie z kieszeni i odebrała połączenie.
- Siema Sofie! - usłyszała w słuchawce głos przyjaciela.
- Hej Max. Co tam?
- Słuchaj. Bo ten... no... - jąkał się. - Ja dzisiaj nie przyjdę...
 Kiedy usłyszała, co powiedział poczuła, że robi jej się gorąco. Przestałą dygotać z zimna. Zapomniała o lodowatym wietrze i mrozie. Opanowała ją złość.
- Sof, jesteś?
- Ty głupi ośle! - krzyknęła, jak najgłośniej potrafiła. - Pomyślałeś w ogóle o An?! Od tygodnia uzgadnialiśmy, że dzisiaj jest jej dzień! Dzień, w którym do nas wraca! Dwa miesiące leżała w szpitalu! A ty od tak mówisz, że nie przyjdziesz?! No co, kolejna laska jest od nas ważniejsza!? Która tym razem?! Laura?! Camila?! A  znowu Fran?!
- Sofie, ja...
- Zamknij się! - przerwała mu. -  I więcej do mnie nie dzwoń! Licz się też z tym, że Leon i Fede nie będą w stosunku do ciebie tak łagodni, jak ja!
 Krzyczała do telefonu, jak najgłośniej potrafiła. Ludzie, którzy przechodzili obok, patrzyli na nią, jakby zwariowała. Jednak dziewczyna kompletnie nie zwracała na to uwagi.
- Łagodni... - powiedział z poirytowaniem.
- Jesteś idiotą! Największym, jakiego spotkałam! W ogóle nie obchodzi cię to, że łamiesz Andzi serce!
 Nacisnęła czerwoną słuchawkę i włożyła telefon do kieszeni. Była bardzo zła, jednak próbowała nie zwracać uwagi na głupie zachowanie chłopaka. Teraz liczyło się dla niej tylko to, aby jej przyjaciółka zapamiętała ten dzień, jako najpiękniejszy w życiu. Niezależnie od tego, czy Maxi pojawi się na przyjacielskim spotkaniu.


#Druga myśl#

 Siedziała na jednej z ławek, czekając na przyjaciół, którzy mięli zjawić się za pięć minut. Kochała spędzać czas w parku. Co prawda było zimno, ale nie przeszkadzało jej to. Nie dzisiaj. Chciała pooddychać świeżym, powietrzem, popatrzeć na ludzi. Po dwumiesięcznym pobycie w szpitalu było to wręcz wskazane. Dla zdrowia jej ducha, który zamknięty w czterech ścianach sali, powoli umierał.
 Uśmiechała się do wszystkich, którzy przechodzili obok. Niektórzy nie zwracali na to uwagi, inni odwzajemniali gest. Była szczęśliwa. W końcu mogła wyjść ze szpitala, który stał się dla niej więzieniem. Czuła się wolna. Tylko jedno pytanie zadręczało jej głowę, nie pozwalając w pełni cieszyć się z obecnej sytuacji - Jak szybko ta wolność dobiegnie końca?
 Nagle poczuła, że ktoś obejmuje ją od tyłu. Przestraszyła się, jednak gdy ujrzała uśmiechniętą twarz swojego przyjaciela, od razu poczuła wewnętrzną radość. Odwzajemniła uścisk chłopaka.
- Jak się czujesz młoda? - zapytał, siadając obok dziewczyny.
- Młoda? - Spojrzała na niego ze zdziwieniem. - Miałeś tak do mnie nie mówić.
- No przepraszam. Zapomniałem. - Uśmiechnął się. - A teraz powiedz, jak się czujesz?
- Bardzo dobrze. Jestem szczęśliwa. W końcu wyszłam z tego durnego szpitala. A ty?
- Jak zwykle. - Wzruszył ramionami. - Tęskniłem za tobą. Wszyscy tęsknili. Będziesz chodzić do szkoły?
- Nie wiem. To zależy od mojego samopoczucia. Póki co jest dobre, ale wiesz... do jutra wszystko może się zmienić.
- Mam nadzieję, że takie pozostanie. - Posłał jej uśmiech.
- Ja też. Ta samotność zaczyna powoli mnie dobijać. Co prawda dużo osób mnie odwiedza, ale to nie to samo, co życie wśród ludzi. W szpitalu jest... pusto. Znaczy... kilka fajnych osób się znajdzie. Jednak oni nie zastąpią mi was. - Przytuliła chłopaka.
- Wiem Angel. - Pogłaskał ją po głowie. - Ale teraz o tym nie myśl. Jesteś już w domu, może nawet wrócisz do szkoły. Będziemy spotykać się codziennie.
- Dziękuję Leon. - Na jej twarzy pojawił się lekki uśmiech. - Cieszę się, że cię mam.
- Nie bardziej, niż ja.
 Po kilku sekundach, obok przyjaciół siedzących na ławce, zjawiła się kolejna osoba. Jej usta wykrzywione były w szczery uśmiech, a oczy przepełnione radością. Od razu przytuliła przyjaciółkę. Po jej policzkach spłynęło kilka łez spowodowanych emocjami.
- Tęskniłam za tobą najbardziej na świecie - szepnęła. - Jak dobrze, że w końcu wróciłaś.
 Dziewczyna nie odpowiedziała. Jeszcze mocniej wtuliła się w swoją przyjaciółkę. Była ona bardzo bliska jej sercu. Zawsze najbardziej się martwiła i najmocniej przeżywała rozstania.
- Ej laski... - usłyszeli znajomy głos. - O co wy płaczecie?
 Chłopak zajął miejsce na ławce obok przyjaciół. Uśmiechał się najszerzej ze wszystkich. W ręku trzymał ogromnego, pluszowego misia.
- Przecież nasz aniołek wyszedł ze szpitala. Powinniśmy się cieszyć.
- Emocje - szepnęła Sofie, ocierając policzki rękawem od płaszcza.
- No tak... Zapomniałem, że kobiety przeżywają wszystko sto razy bardziej. A tak w ogóle, mam prezent. - Podał przyjaciółce misia. - Mam nadzieję, że chociaż trochę ci się podoba.
- Jest wspaniały - szepnęła, spoglądając na pluszaka. - Dziękuję Fede.


#Trzecia myśl#

 Od momentu, kiedy spotkali się w parku, minęło już kilka mroźnych godzin. W międzyczasie zdążyli odwiedzić kino, pizzerię oraz galerię handlową. Wszyscy chcieli, żeby ten dzień utkwił w pamięci Angel na długo.
 Po głowie chłopaka krążyło milion myśli. Niestety wszystkie wracały do punktu odniesienia. "Czemu go tu nie ma? Może coś mu się stało?". Leon bał się, że kolejna bliska mu osoba cierpi.
- I co powiecie? - jego uszy zarejestrowały ciepły i niepewny głos przyjaciółki.
 W tej samej chwili "wrócił na Ziemię" i zorientował się, iż dalej znajdują się w sklepie z ubraniami. Wyjął ręce z kieszeni swoich dżinsów, po czym spojrzał na dziewczynę. Zamurowało go, a głos utknął mu w gardle. Wyglądała okropnie. Nie potrafił uwierzyć, że przez szpital człowiek może zmizernieć do tego stopnia w tak krótkim czasie. Angel nie była już tą samą dziewczyną, co pół roku temu. Strasznie schudła. Jej ciało wyglądało jak... gałązki okryte jednowarstwową chusteczką. Niegdyś złocista skóra, była teraz przeźroczysta, natomiast burza ciemnych włosów, zwykle luźno opadających na ramiona jakby... zmieniła kolor i gdzieniegdzie przeplatały ją siwe pasma. Nastolatek wiedział jednak, że to ta sama dziewczyna. Jej oczy... nadal charakterystycznie błyszczały. Wiedział, że nie może dopuścić, by ktoś ją skrzywdził. Niestety było mu strasznie wstyd, że zorientował się, iż stan zdrowia przyjaciółki jest tak zły dopiero wtedy, gdy przymierzyła przecenione short'y i koszulkę na ramiączkach.
- Wyglądasz pięknie... - z jego gardła wydobył się szorstki głos.
 Szybko jednak odchrząknął. Dziewczyna posłała mu delikatny uśmiech, który odwzajemnił. Lubił, gdy była szczęśliwa.                    
- Ten ciemny fiolet podkreśla twoje piękne, błękitne oczy - dodał nieco delikatniej.
 Zarumieniła się, spuszczając wzrok. Miał świadomość, że nie do końca mu uwierzyła. Jednak cieszył się, iż sprawił jej choć trochę przyjemności.
 Zaraz potem Sofie i Federico również skomplementowali strój dziewczyny. Leon spojrzał w ich stronę, po czym posłał przyjaciołom radosne spojrzenie.
 Leon i Federico wyszli ze sklepu jako pierwsi. Nieśli wszystkie torby z zakupami. Gdy znajdowali się przy wejściu do parku, usłyszeli krzyk Angel. W jednej sekundzie odwrócili się i zobaczyli przerażoną dziewczynę, leżącą na ziemi. Fede ruszył w jej kierunku. Leon natomiast, puszczając torby, pobiegł za złodziejem, który zabrał torebkę Angel i przy okazji przewrócił dziewczynę.


#Czwarta myśl#

 Biegł, jak najszybciej potrafił, próbując zgubić ścigającego go chłopaka. Miał nadzieję, że szybko się zmęczy i sobie odpuści. Przecież nie mógł tak po prostu poczekać na niego, a gdy już będą stali twarzą w twarz, oddać torebki. Skoro udało mu się zwyciężyć nad samym sobą i ukraść czyjąś własność, nie powinien jej zwracać. Tym bardziej, że potrzebował pieniędzy. Od dwóch dni nic nie jadł, a jego słaba odporność zaczynała coraz bardziej dawać się we znaki.
 Po przebiegnięciu kilkuset metrów, skręcił w jedną z bocznych uliczek. Niezbyt dobrze znał teren, po którym musiał się poruszać, jednak w tamtej chwili było to mało istotne. Najważniejsze, żeby zgubić tego chłopaka. A potem znajdzie spożywczak i kupi sobie bułkę.
 Wpadł do jednego ze sklepów odzieżowych i szybko pobiegł w stronę garderoby. Miał nadzieję, że nieznajomy, którego koleżankę okradł, nie doszedł tu za nim. W innym wypadku będzie... skończony. Nie dość, że zabierze mu tą głupią torebkę, to jeszcze... sam wymierzy sprawiedliwość. Albo zadzwoni po policję! Doskonale wiedział, że na kontakt z ludźmi w niebieskich, policyjnych mundurach nie może sobie pozwolić. Będą wypytywać o to, kim jest, czemu ukradł tą torebkę i gdzie są jego rodzice... A wtedy nastąpi koniec świata!
 Po piętnastu minutach siedzenia w garderobie, odsunął zasłonkę i zaczął rozglądać się dookoła. Chłopaka, który go gonił, nigdzie nie było. Niepewnie wyszedł z małego pomieszczenia. Musiał być ostrożny. Nieznajomy mógł się na niego zaczaić.
 Szedł powoli, dokładnie rozglądając się dookoła. Teraz miał stuprocentową pewność, że chłopaka nie ma w pobliżu. Odetchnął z ulgą, po czym spojrzał na torebkę. W takich chwilach czuł do siebie nienawiść. Wiedział, że zabieranie ludziom ich własności było złe. Jednak... nie miał wyjścia.
 Wyszedł ze sklepu. Od razu zaczął rozglądać się dookoła. Jakoś musiał wrócić do tego cholernego parku. Z niego łatwo było dojść do... domu. Niestety jego pamięć do dróg była tak słaba, że nie zapamiętał nic. Zdał się więc na intuicję.
 Po chwili jednak zorientował się, że w parku mogą być ludzie, których przyjaciółkę okradł. Póki co nie mógł tam wrócić. Konfrontacja z nimi na pewno nie byłaby dla niego dobra.
 Usiadł na jednej z ławek. Była pokryta szronem. Zadrżał. No tak... zbliżała się zima. Niedługo najprawdopodobniej spadnie śnieg. Ciekawe, jak wtedy sobie poradzi.
 Niepewnie otworzył torebkę i wsadził do niej chudą rękę. Pierwszą rzeczą, na którą się natknął, było małe, kartonowe pudełko. Wyciągnął je. Lekarstwa. Westchnął ciężko, po czym położył je obok siebie i znów zanurzył dłoń w torebce. Kolejne pudełko. Kolejne lekarstwa...
- Ona jest chora - szepnął do siebie. - A ja ją okradłem...
 Po chwili zastanowienia włożył lekarstwa z powrotem do torebki. Następnie wyjął portfel. Otworzył go. Od razu ujrzał legitymację dziewczyny. Spojrzał na zdjęcie oraz adres.
- No... to dziś sobie nie pojem.
 Włożył portfel z powrotem do torebki. Legitymację jednak nadal trzymał w dłoniach. Podszedł do pierwszego człowieka, którego zauważył. Kompletnie nie znał Rzymu. Musiał zapytać kogoś o drogę do domu tej dziewczyny. Albo przynajmniej ulicę, na której jej mieszkanie się znajdowało. Nie mógł być tak podły, żeby zachować łup dla siebie. Ta nieznajoma... chorowała. Postanowił, że odnajdzie ją i odda wszystko, co ukradł. Tak będzie najlepiej...


~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

Witamy wszystkich, którzy przeczytali pierwszy rozdział naszego nowego opowiadania! <3
Pisałyśmy go wspólnie! :3
Mamy nadzieję, że chociaż trochę wam się spodobał i zostaniecie z nami na dłużej! :D
Zachęcamy do obserwowania bloga i komentowania rozdziałów! To bardzo motywuje ^^
Kolejny pojawi się niebawem! Ktoś czeka?
Kochamy! Bardzo mocno! <3


sobota, 2 stycznia 2016

Czy to już koniec?


Witajcie!
Wiem, wiem możecie mnie zabić za tę nie regularność i w ogóle... Ale za nim to zrobicie, przeczytajcie ten post do końca. Bardzo proszę! ^^
Jak widzicie, jestem i wraz z nowym rokiem wróciłam z podwójną siłą (i to dosłownie). Zapewne zauważyliście kilka zmian w wyglądzie bloga! Mogę was zapewnić, że to nie koniec :D
Zapraszam do zakładki BOHATEROWIE! Tam również zaszły zmiany! Pojawiły się nowe postacie. 
Ale teraz najważniejsze! Jak już wspomniałam, wróciłam z podwójną siłą. Dlaczego? Ponieważ od teraz autorką tego opowiadania będzie również DOLOR. Tak naprawdę to dzięki niej blog w ogóle powstał. Nie oficjalnie od początku uważałam ją za założycielkę tego opowiadania :) Bardzo się cieszę, że zgodziła się ze mną współpracować tak oficjalnie i może dzięki niej posty będą pojawiać się regularnie ;)
No dobra ode mnie to chyba wszystko więc życzę Wam Szczęśliwego Nowego Roku i żebyście ze mną jeszcze trochę wytrzymali :* Do zobaczenia!
 ~Sofie

Dzień dobry Minionki! :3
Nawet nie wiecie, jak bardzo cieszę się z dołączenia do autorów tego opowiadania! ^^ 
Czuję, że z naszej współpracy wyniknie naprawdę wspaniałe opowiadanie, które będziecie czytać z uśmiechami na twarzach. Mam taką nadzieję... :D
Dziś ten blog "narodził się na nowo"! Wprowadziłyśmy do opowiadania mnóstwo zmian, które są naprawdę interesujące i mogą wam się spodobać!
Również zapraszam do zakładki "Bohaterowie", gdzie możecie zapoznać się z nowymi postaciami, które dużo wniosą do naszego opowiadania! ^^
Postaramy się dodawać rozdziały regularnie. Myślę, że nam to wyjdzie :3
Zachęcam również do komentowania postów oraz obserwowania bloga! To dla nas naprawdę wielka motywacja *.*
Niebawem pojawi się pierwszy post z opowiadaniem! Mam nadzieję, że dotrze do jak największej liczby osób! :D
Kocham! Mocno! <3
~Dolor.