Rozdział dedykuję wszystkim, którzy czytają i komentują to opowiadanie ♥
Leon
No ja nie wierzę ten Kretyn ewidentnie próbuje flirtować z Fran. Ja mu zaraz pokaże gdzie jest jego miejsce...
- Siema, widzę że poznałaś już Diego. - Zwróciłem się do Włoszki bardzo przyjemnym jak na mnie głosem.
- O tak okazuje się, że oboje kochamy tę samą książkę. - Oznajmiła radośnie i wskazała okładkę na, której widniał napis "Harry Potter i kamień filozoficzny ".
- O to super też lubię te książki. - Powiedziałem dumnie i złożyłem ręce na piersiach.
- Na serio, a która Ci się najbardziej podoba? - Zapytał ten Kretyn rostrzęsionym głosem, na co Fran ponownie zwróciła swój wzrok na mnie.
- Eee... no ta ósma. - Oznajmiłem na co ta dwójka dziwnie się na mnie spojrzała.
- Leonku to zupełnie tak jak moja jesteśmy tacy sami. Czy z tej okazji chciałbyś dzisiaj po szkole wraz ze mną iść do mnie obejrzeć naszą ulubioną część filmu na komputerze i zjeść czekoladowe żelki. - Powiedziała do mnie "Leonku", a potem chyba zaproponowała randkę. To normalnie najszczęśliwszy dzień w moim życiu.
- Leon czy ty mnie słuchasz? - Znowu ten jej delikatny, słodziutki i cienkoaksamitny głos wyrywa mnie z rozmyślania.
- No jasne, że tak. - Powiedziałem dumnym głosem opierając się o ramę drzwi prowadzących do szatni wf-u.
- To co mi odpowiesz na moje pytanie? -Zapytała poważnie z chytrym uśmiechem na swojej jasnej twarzy.
- Też się pytasz oczywiście, że TAK! - Wykrzyczałem uradowany.
- Naprawdę przeczytałeś wszystkie SIEDEM książek o Harrym Potterze i dalej upierasz się iż najlepsza jest ósma? - Zapytała już nie powstrzymując śmiechu.
- Eee co to ty teraz nie zaproponowałaś mi randki? - Zapytałem nieco zdezorientowany i... rozczarowany. Tak to chyba dobre słowo, gdyż ja na prawdę chciałem i chcę się z nią spotkać. Ona tylko oblała się wielkim rumieńcem.
- No wiesz w zasadzie to jeżeli chcesz możemy później gdzieś razem wyskoczyć np na pizzę lub do kina. - Zaproponowała nieco zawstydzona, a we mnie znowu pojawiła się chęć do życia.
- To znaczy randka tak? - Dodałem z moim uwodzidzielskim uśmiechem.
- Nie może raczej spotkanie zapoznawcze dwójki przyjaciół. - Powiedziała kierując się w stronę szatni.
- Czyli randka. - Powiedziałem, a ona odeszła. Z radości chciałem przebić piątkę Hernadezowi, ale nawet nie wiem kiedy odszedł od nas w stronę szafek.
Ludmiła
Na szczęście najgorsza z możliwych lekcji już minęła. Nie rozumiem jak można lubić wychowanie fizyczne. Przecież z tej lekcji nie ma nic pożytecznego, człowiek tylko się poci i potem śmierdzi przez resztę zajęć w szkole, gdyż wspaniała dyrekcja nie chce udostępnić prysznica szkolnego, który służy odświeżeniu się po tej wyczerpującej lekcji.
- Hej Luśka co teraz mamy? - Usłyszałam głos mojej nowej mam nadzieję przyjaciółki.
- Histerię. - Oznajmiłam dość poważnym głosem i dalej kierowałam się do szkolnego bufetu w celu kupienia sobie czekolady. Taka moja natura, że kiedy się męczę lub stresuję najlepiej działa na mnie cukier, a w dzisiejszym dniu stres mnie nie omija gdyż miałam wf podczas, którego się z męczyłam, klasówke z biologii i teraz jedną z nudniejszych lekcji w szkole.
- Histerię? A nie czasem historię? - Francesca dalej zadawała mi pytania.
- Oj Fran lekcja z Panią Rossą nie jest historią lecz histerią. Ta kobieta mimo iż wygląda na miłą i dowcipną babkę jest diabłem wcielonym. Robi wszystko, żeby zrujnować nam życie. - Tłumaczyłam Włoszece w między czasie płacąc za czekoladę i częstując ją nią. Naszą jakże fascynującą rozmowę przerwał dzwonek informujący o końcu przerwy.
~Lekcja~
- Dobrze usiądźcie. Postanowiłam, że już teraz zapowiem wam waszą nową pracę domową. Mianowicie podzielę was w pary i każda para musi przygotować projekt na wybrany temat z historii. Tematy mogą być z pierwszej klasy liceum lub z gimnazjum. Taka mała powtórka. - Powiedziała nauczycielka i wyjęła listę, z której czytała nazwiska i łączyła je w pary. Mam nadzieję, że będę w parze z Fran lub Alexem. Wiem iż tylko oni będą zadowoleni ze współpracy ze mną.
- Ferro i hmmm... Verdas. - Kiedy doszły do mnie jej słowa myślałam, że wybuchnę ja nie chcę z nim pracować. Na twarzy nauczycielki widniał ogromny uśmiech. Ona na prawdę chce nas wszystkich skłócić. Jak ona mogła dać do jednej pary mnie i Leona?
Okazało się, że Fran jest w parze z Maxim, a Diego z Natalią.
Francesca
- Leon dzisiaj chyba jednak nigdzie nie wyskoczymy, bo umówiłam się z Maxim na robienie tego projektu. - Podeszłam do Verdasa i szepnęłam mu do ucha.
- Nie jesteś zły? - Zapytałam robiąc minę zabitego psiaka. On tylko na mnie spojrzał i wymusił uśmiech.
- No jasne, że nie jak coś to gdzieś wyjdziemy w piątek. - Powiedział i pocałował mnie w policzek na pożegnanie.
- Muszę lecieć na trening. - Dodał w biegu, a ja udałam się do domu.
O nie tu jest taki bajzel, a za dwie godziny będzie tu Ponte.
Postanowiłam posprzątać w pokoju i zrobić jakieś przekąski.
♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥
Hej hej tęskniliście za mną, bo ja bardzo xD Co do rozdziału to opinie pozostawiam wam z góry uprzedzam wena mnie nie lubi :D
Czy wam też się wydaje, że wakacje minęły za szybko? Zapraszam do zakładki Zapytaj bohatera i bardzo
dziękuję Gosi Tofil za pytania :*
Jula mam dla Ciebie złą wiadomość przegrałaś nasz zakład wiec miejsce pierwsze należy do Ciebie XD
No to pozdrawiam i do nexta :*
PS. MAM OGROMNĄ PROŹBĘ MIANOWICIE JEŻELI CZYTASZ SKOMENTUJ WTEDY BĘDĘ WIEDZIEĆ DLA ILU OSÓB PISZĘ!!! :*
czwartek, 27 sierpnia 2015
wtorek, 4 sierpnia 2015
002 || Odosobnienie.
- Co powiedziałaś?! - Wycedziła przez zęby Natalia, a na mojej twarzy pojawił się uśmiech.
- Nie udawaj kretynki... Chociaż nie ty nie udajesz. - Oznajmiłam lekceważąco i zajęłam miejsce obok blondynki. Oczywiście cała klasa patrzyła na mnie jak na kosmitkę.
- Dziękuję. - Usłyszałam cichy głos Lu.
Ja w odpowiedzi posłałam jej uśmiech. Później do sali wróciła Angie i podała nam nasze plany lekcji.
~Następnego Dnia~
Leon
- Ja na prawdę myślę o niej cały czas. Ona jest jak... jak... połączenie żelek, czekolady i lodów brzoskwiniowych, mało tego tę mieszankę jesz na trampolinie skacząc do wody. To cała ona. - Tłumaczyłem przyjacielowi kim jest dl mnie Fran.
- Księciuniu tylko jej czasem tego nie mów, bo wiesz na te słowa może zareagować zupełnie inaczej niż myślisz. - Oznajmił mi poważnie Maximilian. Resztę drogi do szkoły przebyliśmy w ciszy.
Kiedy już weszliśmy do budynku szkoły skierowałem się do sali matematycznej, w której mam mieć teraz lekcje.
- Siema Leon, co tam słychać? - Do moich uszu doszedł głos Alexa. Jak ten facet mnie wkurza po jaką cholerę on za mną ciągle łazi?
- Cześć. - Odpowiedziałem krótko i ruszyłem w stronę jasnobrązowych drzwi prowadzących na najnudniejszą lekcję świata. Szybko pchnąłem drzwi i skierowałem się w stronę ''mojej'' ławki, w której siedzę od początku gimnazjum. Kiedy znalazłem się przy ostatniej ławce przy oknie okazało się, że jest ona już zajęta. Leżała na niej czarna torebka. O nie niema szans ten kto zajął to miejsce musi stąd spadać co z tego, że są dwa miejsca. To moje odosobnienie, jedyne miejsce, w którym mogę się przespać w czasie całodniowego pobytu w szkole. Jeszcze się okaże, że trafiła mi się ta pusta Natalia lub co gorsze Ferro. Na samą myśl o tym, że mógłbym siedzieć z moją kuzynką aż przeszedł mi dreszcz po ciele. Nagle poczułem, że ktoś za mną stoi i chce przejść domojego dzidziusia mojej ławki.
- Czy ty głupia kretynko jeszcze się nie nauczyłaś, że to jest moje miejsce!? - Zapytałem wściekły obracając się do niej, żeby spojrzeć w twarz złodziejce miejsc. O mój Boże przecież to nie jest ani Ferro ani Rico, to jest dziewczyna mojego życia.
- Słucham? - Zapytała wściekła.
- Jak ty mnie nazwałeś? - Dodała po chwili stojąc nade mną.
- Ok. Chciałam Ci zrobić niespodziankę lecz skoro sprawy tak się mają dobrze. - Powiedziała biorąć torebkę do swej kruchej dłoni już miała odejść.
- Fran czekaj! - Zawołałem i podszedłem do niej cały zarumieniony. Ja nie chciałem Cię tak nazwać myślałem, że to torebka Nati. - Oznajmiłem na jednym wdechu.
- No dobra wybaczam. - Powiedziała i wróciła namoje nasze miejsce. Cała lekcja bardzo nam się dłużyła, ale nic straconego gdyż Włoszka wpadła na pomysł rzucania winogron do tablicy. Oczywiście trzeba było rzucić tak by wyglądało jakby rzucił to ktoś inny, np Hernadez. No, ale kto by uwierzył, że on czymś rzuca że zajmuje się czymś innym niż czytanie?
Moje przemyślenia przerwał dzwonek ogłaszający koniec przerwy i jak torpeda wystrzeliłem z sali matematycznej w stronę hali gimnastycznej.
Diego
- Dzień dobry pani Smith. Idę tam gdzie zawsze. - Przywitałem się z drobną starszą kobietą, która jest bibliotekarką w naszej szkole i skierowałem się do regałów z książkami. Kocham przebywać w tym miejscu, ma ono jasnożółte ściany, brązowe panele na podłodze i regały w tym samym kolorze. Ściany przyozdobione są najróżniejszymi cytatami i fotografiami absolwentów liceum i gimnazjum tej placówki. Ale najbardziej lubię zapach tych starych zniszczonych kartek w książkach używanych przez setki osób. Uważam iż każda z tych książek ma swoją duszę. Postanowiłem, że dzisiaj postawię na przygodę, na klasykę. Wyjąłem książkę o przygodach Harrego Pottera, nie ważne że znam tę historię niemal na pamięć zawsze kiedy do niej wracam czuję jakbym czytał ją pierwszy raz. Chciałbym spotkać taką dziewczynę, która podzieliłaby moje pasje i postrzeżenia na świat. Która tak jak ja zamiast na imprezę wolałaby zostać w domu i poczytać, obejrzeć jakiś dobry film lub wyjść z psem na spacer. Która woli teatr od kina. Z którą mógłbym rozmawiać godzinami, a tematy by nam się nie kończyły, taka która mogłaby rozmawiać ze mną na temat książek. Nie musi być piękna, najważniejsze jest wnętrze i obraz jej duszy no i uśmiech.
- Hej, ty jesteś Diego prawda. - Mym oczom ukazała się czarnowłosa dziewczyna ubrana w czerwoną koszulę w kratę, czarną skórkową spódnicę, czarne rajstopy i botki na obcasie w kolorze rajstop i spódnicy.
- Tak cześć, ale ty mi się nie musisz przedstawiać znam Cię Francesco. - Oznajmiłem i posłałem jej uśmiech, który odwzajemniła.
- Co cię do mnie sprowadza? Chcesz kasę? Śniadanie? Czy może spisać jakieś zadanie? - Zapytałem poważnie. Ludzie zawsze przychodzą po to no są wyjątki, które chcą jeszcze mój bilet na obiad.
- Ja nie chcę od Ciebie żadnej z tych rzeczy. Chciałam pogadać, poznać nową osobę. Zauważyłam, że jesteś pochłonięty czytaniem mojej ulubionej książki. - Powiedziała nie co urażona i wskazała na okładkę. Ja się cały zarumieniłem i posłałem jej lekki uśmiech.
- Wybacz, ale ludzie zwykle po to do mnie przychodzą.
- Spoko, grzechy zostaną odpuszczone jeżeli pokażesz mi gdzie jest sala z wf-u. - Powiedziała uśmiechnięta. i wstała z miejsca na co ja się uśmiechnąłem. Wolnym krokiem szliśmy jak na skazanie (przynajmniej ja), gdyż nie znoszę tej lekcji nijak ona się ma do matematyki. Całą drogę rozmawialiśmy o książkach Rowling po czym znaleźliśmy się pod halą. Na moje nieszczęście zobaczył nas Leon i nieźle się wkurzył, chyba jest zazdrosny. O nie on tu idzie...
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej proszę nie zabijajcie mnie za ten rozdział, gdyż sama wiem że jest on klapą...
To wszystko przez Pati, która nie dała dość memu mózgowi do siebie i kazała mi szybko pisać dwójkę xD Tak zapraszam do zakładek zadawajcie pytania chętnie odpowiem ;)
Mam jeszcze taką małą informację mianowicie dziś w nocy wyjeżdżam na dwa tygodnie, więc mogę nie komentować waszych opowiadań (wszystko zależy jak będzie z prądem, jadę pod namiot), ale na 100% nadrobię po powrocie. Tak więc nie zapominajcie o mnie i udanych wakacji ;)
Sofie :***
- Nie udawaj kretynki... Chociaż nie ty nie udajesz. - Oznajmiłam lekceważąco i zajęłam miejsce obok blondynki. Oczywiście cała klasa patrzyła na mnie jak na kosmitkę.
- Dziękuję. - Usłyszałam cichy głos Lu.
Ja w odpowiedzi posłałam jej uśmiech. Później do sali wróciła Angie i podała nam nasze plany lekcji.
~Następnego Dnia~
Leon
- Ja na prawdę myślę o niej cały czas. Ona jest jak... jak... połączenie żelek, czekolady i lodów brzoskwiniowych, mało tego tę mieszankę jesz na trampolinie skacząc do wody. To cała ona. - Tłumaczyłem przyjacielowi kim jest dl mnie Fran.
- Księciuniu tylko jej czasem tego nie mów, bo wiesz na te słowa może zareagować zupełnie inaczej niż myślisz. - Oznajmił mi poważnie Maximilian. Resztę drogi do szkoły przebyliśmy w ciszy.
Kiedy już weszliśmy do budynku szkoły skierowałem się do sali matematycznej, w której mam mieć teraz lekcje.
- Siema Leon, co tam słychać? - Do moich uszu doszedł głos Alexa. Jak ten facet mnie wkurza po jaką cholerę on za mną ciągle łazi?
- Cześć. - Odpowiedziałem krótko i ruszyłem w stronę jasnobrązowych drzwi prowadzących na najnudniejszą lekcję świata. Szybko pchnąłem drzwi i skierowałem się w stronę ''mojej'' ławki, w której siedzę od początku gimnazjum. Kiedy znalazłem się przy ostatniej ławce przy oknie okazało się, że jest ona już zajęta. Leżała na niej czarna torebka. O nie niema szans ten kto zajął to miejsce musi stąd spadać co z tego, że są dwa miejsca. To moje odosobnienie, jedyne miejsce, w którym mogę się przespać w czasie całodniowego pobytu w szkole. Jeszcze się okaże, że trafiła mi się ta pusta Natalia lub co gorsze Ferro. Na samą myśl o tym, że mógłbym siedzieć z moją kuzynką aż przeszedł mi dreszcz po ciele. Nagle poczułem, że ktoś za mną stoi i chce przejść do
- Czy ty głupia kretynko jeszcze się nie nauczyłaś, że to jest moje miejsce!? - Zapytałem wściekły obracając się do niej, żeby spojrzeć w twarz złodziejce miejsc. O mój Boże przecież to nie jest ani Ferro ani Rico, to jest dziewczyna mojego życia.
- Słucham? - Zapytała wściekła.
- Jak ty mnie nazwałeś? - Dodała po chwili stojąc nade mną.
- Ok. Chciałam Ci zrobić niespodziankę lecz skoro sprawy tak się mają dobrze. - Powiedziała biorąć torebkę do swej kruchej dłoni już miała odejść.
- Fran czekaj! - Zawołałem i podszedłem do niej cały zarumieniony. Ja nie chciałem Cię tak nazwać myślałem, że to torebka Nati. - Oznajmiłem na jednym wdechu.
- No dobra wybaczam. - Powiedziała i wróciła na
Moje przemyślenia przerwał dzwonek ogłaszający koniec przerwy i jak torpeda wystrzeliłem z sali matematycznej w stronę hali gimnastycznej.
Diego
- Dzień dobry pani Smith. Idę tam gdzie zawsze. - Przywitałem się z drobną starszą kobietą, która jest bibliotekarką w naszej szkole i skierowałem się do regałów z książkami. Kocham przebywać w tym miejscu, ma ono jasnożółte ściany, brązowe panele na podłodze i regały w tym samym kolorze. Ściany przyozdobione są najróżniejszymi cytatami i fotografiami absolwentów liceum i gimnazjum tej placówki. Ale najbardziej lubię zapach tych starych zniszczonych kartek w książkach używanych przez setki osób. Uważam iż każda z tych książek ma swoją duszę. Postanowiłem, że dzisiaj postawię na przygodę, na klasykę. Wyjąłem książkę o przygodach Harrego Pottera, nie ważne że znam tę historię niemal na pamięć zawsze kiedy do niej wracam czuję jakbym czytał ją pierwszy raz. Chciałbym spotkać taką dziewczynę, która podzieliłaby moje pasje i postrzeżenia na świat. Która tak jak ja zamiast na imprezę wolałaby zostać w domu i poczytać, obejrzeć jakiś dobry film lub wyjść z psem na spacer. Która woli teatr od kina. Z którą mógłbym rozmawiać godzinami, a tematy by nam się nie kończyły, taka która mogłaby rozmawiać ze mną na temat książek. Nie musi być piękna, najważniejsze jest wnętrze i obraz jej duszy no i uśmiech.
- Hej, ty jesteś Diego prawda. - Mym oczom ukazała się czarnowłosa dziewczyna ubrana w czerwoną koszulę w kratę, czarną skórkową spódnicę, czarne rajstopy i botki na obcasie w kolorze rajstop i spódnicy.
- Tak cześć, ale ty mi się nie musisz przedstawiać znam Cię Francesco. - Oznajmiłem i posłałem jej uśmiech, który odwzajemniła.
- Co cię do mnie sprowadza? Chcesz kasę? Śniadanie? Czy może spisać jakieś zadanie? - Zapytałem poważnie. Ludzie zawsze przychodzą po to no są wyjątki, które chcą jeszcze mój bilet na obiad.
- Ja nie chcę od Ciebie żadnej z tych rzeczy. Chciałam pogadać, poznać nową osobę. Zauważyłam, że jesteś pochłonięty czytaniem mojej ulubionej książki. - Powiedziała nie co urażona i wskazała na okładkę. Ja się cały zarumieniłem i posłałem jej lekki uśmiech.
- Wybacz, ale ludzie zwykle po to do mnie przychodzą.
- Spoko, grzechy zostaną odpuszczone jeżeli pokażesz mi gdzie jest sala z wf-u. - Powiedziała uśmiechnięta. i wstała z miejsca na co ja się uśmiechnąłem. Wolnym krokiem szliśmy jak na skazanie (przynajmniej ja), gdyż nie znoszę tej lekcji nijak ona się ma do matematyki. Całą drogę rozmawialiśmy o książkach Rowling po czym znaleźliśmy się pod halą. Na moje nieszczęście zobaczył nas Leon i nieźle się wkurzył, chyba jest zazdrosny. O nie on tu idzie...
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej proszę nie zabijajcie mnie za ten rozdział, gdyż sama wiem że jest on klapą...
To wszystko przez Pati, która nie dała dość memu mózgowi do siebie i kazała mi szybko pisać dwójkę xD Tak zapraszam do zakładek zadawajcie pytania chętnie odpowiem ;)
Mam jeszcze taką małą informację mianowicie dziś w nocy wyjeżdżam na dwa tygodnie, więc mogę nie komentować waszych opowiadań (wszystko zależy jak będzie z prądem, jadę pod namiot), ale na 100% nadrobię po powrocie. Tak więc nie zapominajcie o mnie i udanych wakacji ;)
Sofie :***
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)