#Pierwsza Myśl#
Od rana krzątała się po domu, nie potrafiąc znaleźć sobie miejsca. W końcu nie codziennie nasi najbliżsi wychodzą ze szpitala po ciężkiej chorobie.
Postanowiła napisać do przyjaciół, aby zrobili sobie dziś "dzień wagarowicza" i na spokojnie, bez żadnego stresu spotkali się w parku.
- Wychodzę! - krzyknęła na cały głos.
- Dobrze. Pa - odpowiedziała jej mama, jakby z przygnębieniem.
Podeszła do drzwi, zastanawiając się nad... wszystkim. Miała żal do rodziców, że przez ich młodzieńczą głupotę żyje w ten sposób. Gdyby zakładając rodzinę byli dorośli, jej życie mogłoby wyglądać inaczej. Lecz z drugiej strony... Nie poznała by tak wspaniałych przyjaciół, jakich ma dzisiaj. I w sumie... to nie wina rodziców, że zakochali się w sobie. Przecież mama mogła ją urodzić i porzucić. A ojciec? Miał prawo do porzucenia rodziny. Jednak rodzice tego nie zrobili. Postanowili wziąć odpowiedzialność za swoje czyny i mimo wielu trudności są razem szczęśliwi.
Gdyby nie poczuła mrozu, może dalej myślałaby o swoim życiu i użalała się nad sobą. Lecz lodowaty wiatr podziałał, jak wiadro zimnej wody wylanej na twarz. Po chwili poczuła, że w kieszeni wibruje jej komórka. Wyjęła urządzenie z kieszeni i odebrała połączenie.
- Siema Sofie! - usłyszała w słuchawce głos przyjaciela.
- Hej Max. Co tam?
- Słuchaj. Bo ten... no... - jąkał się. - Ja dzisiaj nie przyjdę...
Kiedy usłyszała, co powiedział poczuła, że robi jej się gorąco. Przestałą dygotać z zimna. Zapomniała o lodowatym wietrze i mrozie. Opanowała ją złość.
- Sof, jesteś?
- Ty głupi ośle! - krzyknęła, jak najgłośniej potrafiła. - Pomyślałeś w ogóle o An?! Od tygodnia uzgadnialiśmy, że dzisiaj jest jej dzień! Dzień, w którym do nas wraca! Dwa miesiące leżała w szpitalu! A ty od tak mówisz, że nie przyjdziesz?! No co, kolejna laska jest od nas ważniejsza!? Która tym razem?! Laura?! Camila?! A znowu Fran?!
- Sofie, ja...
- Zamknij się! - przerwała mu. - I więcej do mnie nie dzwoń! Licz się też z tym, że Leon i Fede nie będą w stosunku do ciebie tak łagodni, jak ja!
Krzyczała do telefonu, jak najgłośniej potrafiła. Ludzie, którzy przechodzili obok, patrzyli na nią, jakby zwariowała. Jednak dziewczyna kompletnie nie zwracała na to uwagi.
- Łagodni... - powiedział z poirytowaniem.
- Jesteś idiotą! Największym, jakiego spotkałam! W ogóle nie obchodzi cię to, że łamiesz Andzi serce!
Nacisnęła czerwoną słuchawkę i włożyła telefon do kieszeni. Była bardzo zła, jednak próbowała nie zwracać uwagi na głupie zachowanie chłopaka. Teraz liczyło się dla niej tylko to, aby jej przyjaciółka zapamiętała ten dzień, jako najpiękniejszy w życiu. Niezależnie od tego, czy Maxi pojawi się na przyjacielskim spotkaniu.
#Druga myśl#
Postanowiła napisać do przyjaciół, aby zrobili sobie dziś "dzień wagarowicza" i na spokojnie, bez żadnego stresu spotkali się w parku.
- Wychodzę! - krzyknęła na cały głos.
- Dobrze. Pa - odpowiedziała jej mama, jakby z przygnębieniem.
Podeszła do drzwi, zastanawiając się nad... wszystkim. Miała żal do rodziców, że przez ich młodzieńczą głupotę żyje w ten sposób. Gdyby zakładając rodzinę byli dorośli, jej życie mogłoby wyglądać inaczej. Lecz z drugiej strony... Nie poznała by tak wspaniałych przyjaciół, jakich ma dzisiaj. I w sumie... to nie wina rodziców, że zakochali się w sobie. Przecież mama mogła ją urodzić i porzucić. A ojciec? Miał prawo do porzucenia rodziny. Jednak rodzice tego nie zrobili. Postanowili wziąć odpowiedzialność za swoje czyny i mimo wielu trudności są razem szczęśliwi.
Gdyby nie poczuła mrozu, może dalej myślałaby o swoim życiu i użalała się nad sobą. Lecz lodowaty wiatr podziałał, jak wiadro zimnej wody wylanej na twarz. Po chwili poczuła, że w kieszeni wibruje jej komórka. Wyjęła urządzenie z kieszeni i odebrała połączenie.
- Siema Sofie! - usłyszała w słuchawce głos przyjaciela.
- Hej Max. Co tam?
- Słuchaj. Bo ten... no... - jąkał się. - Ja dzisiaj nie przyjdę...
Kiedy usłyszała, co powiedział poczuła, że robi jej się gorąco. Przestałą dygotać z zimna. Zapomniała o lodowatym wietrze i mrozie. Opanowała ją złość.
- Sof, jesteś?
- Ty głupi ośle! - krzyknęła, jak najgłośniej potrafiła. - Pomyślałeś w ogóle o An?! Od tygodnia uzgadnialiśmy, że dzisiaj jest jej dzień! Dzień, w którym do nas wraca! Dwa miesiące leżała w szpitalu! A ty od tak mówisz, że nie przyjdziesz?! No co, kolejna laska jest od nas ważniejsza!? Która tym razem?! Laura?! Camila?! A znowu Fran?!
- Sofie, ja...
- Zamknij się! - przerwała mu. - I więcej do mnie nie dzwoń! Licz się też z tym, że Leon i Fede nie będą w stosunku do ciebie tak łagodni, jak ja!
Krzyczała do telefonu, jak najgłośniej potrafiła. Ludzie, którzy przechodzili obok, patrzyli na nią, jakby zwariowała. Jednak dziewczyna kompletnie nie zwracała na to uwagi.
- Łagodni... - powiedział z poirytowaniem.
- Jesteś idiotą! Największym, jakiego spotkałam! W ogóle nie obchodzi cię to, że łamiesz Andzi serce!
Nacisnęła czerwoną słuchawkę i włożyła telefon do kieszeni. Była bardzo zła, jednak próbowała nie zwracać uwagi na głupie zachowanie chłopaka. Teraz liczyło się dla niej tylko to, aby jej przyjaciółka zapamiętała ten dzień, jako najpiękniejszy w życiu. Niezależnie od tego, czy Maxi pojawi się na przyjacielskim spotkaniu.
#Druga myśl#
Siedziała na jednej z ławek, czekając na przyjaciół, którzy mięli zjawić się za pięć minut. Kochała spędzać czas w parku. Co prawda było zimno, ale nie przeszkadzało jej to. Nie dzisiaj. Chciała pooddychać świeżym, powietrzem, popatrzeć na ludzi. Po dwumiesięcznym pobycie w szpitalu było to wręcz wskazane. Dla zdrowia jej ducha, który zamknięty w czterech ścianach sali, powoli umierał.
Uśmiechała się do wszystkich, którzy przechodzili obok. Niektórzy nie zwracali na to uwagi, inni odwzajemniali gest. Była szczęśliwa. W końcu mogła wyjść ze szpitala, który stał się dla niej więzieniem. Czuła się wolna. Tylko jedno pytanie zadręczało jej głowę, nie pozwalając w pełni cieszyć się z obecnej sytuacji - Jak szybko ta wolność dobiegnie końca?
Nagle poczuła, że ktoś obejmuje ją od tyłu. Przestraszyła się, jednak gdy ujrzała uśmiechniętą twarz swojego przyjaciela, od razu poczuła wewnętrzną radość. Odwzajemniła uścisk chłopaka.
- Jak się czujesz młoda? - zapytał, siadając obok dziewczyny.
- Młoda? - Spojrzała na niego ze zdziwieniem. - Miałeś tak do mnie nie mówić.
- No przepraszam. Zapomniałem. - Uśmiechnął się. - A teraz powiedz, jak się czujesz?
- Bardzo dobrze. Jestem szczęśliwa. W końcu wyszłam z tego durnego szpitala. A ty?
- Jak zwykle. - Wzruszył ramionami. - Tęskniłem za tobą. Wszyscy tęsknili. Będziesz chodzić do szkoły?
- Nie wiem. To zależy od mojego samopoczucia. Póki co jest dobre, ale wiesz... do jutra wszystko może się zmienić.
- Mam nadzieję, że takie pozostanie. - Posłał jej uśmiech.
- Ja też. Ta samotność zaczyna powoli mnie dobijać. Co prawda dużo osób mnie odwiedza, ale to nie to samo, co życie wśród ludzi. W szpitalu jest... pusto. Znaczy... kilka fajnych osób się znajdzie. Jednak oni nie zastąpią mi was. - Przytuliła chłopaka.
- Wiem Angel. - Pogłaskał ją po głowie. - Ale teraz o tym nie myśl. Jesteś już w domu, może nawet wrócisz do szkoły. Będziemy spotykać się codziennie.
- Dziękuję Leon. - Na jej twarzy pojawił się lekki uśmiech. - Cieszę się, że cię mam.
- Nie bardziej, niż ja.
Po kilku sekundach, obok przyjaciół siedzących na ławce, zjawiła się kolejna osoba. Jej usta wykrzywione były w szczery uśmiech, a oczy przepełnione radością. Od razu przytuliła przyjaciółkę. Po jej policzkach spłynęło kilka łez spowodowanych emocjami.
- Tęskniłam za tobą najbardziej na świecie - szepnęła. - Jak dobrze, że w końcu wróciłaś.
Dziewczyna nie odpowiedziała. Jeszcze mocniej wtuliła się w swoją przyjaciółkę. Była ona bardzo bliska jej sercu. Zawsze najbardziej się martwiła i najmocniej przeżywała rozstania.
- Ej laski... - usłyszeli znajomy głos. - O co wy płaczecie?
Chłopak zajął miejsce na ławce obok przyjaciół. Uśmiechał się najszerzej ze wszystkich. W ręku trzymał ogromnego, pluszowego misia.
- Przecież nasz aniołek wyszedł ze szpitala. Powinniśmy się cieszyć.
- Emocje - szepnęła Sofie, ocierając policzki rękawem od płaszcza.
- No tak... Zapomniałem, że kobiety przeżywają wszystko sto razy bardziej. A tak w ogóle, mam prezent. - Podał przyjaciółce misia. - Mam nadzieję, że chociaż trochę ci się podoba.
- Jest wspaniały - szepnęła, spoglądając na pluszaka. - Dziękuję Fede.
#Trzecia myśl#
Od momentu, kiedy spotkali się w parku, minęło już kilka mroźnych godzin. W międzyczasie zdążyli odwiedzić kino, pizzerię oraz galerię handlową. Wszyscy chcieli, żeby ten dzień utkwił w pamięci Angel na długo.
Po głowie chłopaka krążyło milion myśli. Niestety wszystkie wracały do punktu odniesienia. "Czemu go tu nie ma? Może coś mu się stało?". Leon bał się, że kolejna bliska mu osoba cierpi.
- I co powiecie? - jego uszy zarejestrowały ciepły i niepewny głos przyjaciółki.
W tej samej chwili "wrócił na Ziemię" i zorientował się, iż dalej znajdują się w sklepie z ubraniami. Wyjął ręce z kieszeni swoich dżinsów, po czym spojrzał na dziewczynę. Zamurowało go, a głos utknął mu w gardle. Wyglądała okropnie. Nie potrafił uwierzyć, że przez szpital człowiek może zmizernieć do tego stopnia w tak krótkim czasie. Angel nie była już tą samą dziewczyną, co pół roku temu. Strasznie schudła. Jej ciało wyglądało jak... gałązki okryte jednowarstwową chusteczką. Niegdyś złocista skóra, była teraz przeźroczysta, natomiast burza ciemnych włosów, zwykle luźno opadających na ramiona jakby... zmieniła kolor i gdzieniegdzie przeplatały ją siwe pasma. Nastolatek wiedział jednak, że to ta sama dziewczyna. Jej oczy... nadal charakterystycznie błyszczały. Wiedział, że nie może dopuścić, by ktoś ją skrzywdził. Niestety było mu strasznie wstyd, że zorientował się, iż stan zdrowia przyjaciółki jest tak zły dopiero wtedy, gdy przymierzyła przecenione short'y i koszulkę na ramiączkach.
- Wyglądasz pięknie... - z jego gardła wydobył się szorstki głos.
Szybko jednak odchrząknął. Dziewczyna posłała mu delikatny uśmiech, który odwzajemnił. Lubił, gdy była szczęśliwa.
- Ten ciemny fiolet podkreśla twoje piękne, błękitne oczy - dodał nieco delikatniej.
Zarumieniła się, spuszczając wzrok. Miał świadomość, że nie do końca mu uwierzyła. Jednak cieszył się, iż sprawił jej choć trochę przyjemności.
Zaraz potem Sofie i Federico również skomplementowali strój dziewczyny. Leon spojrzał w ich stronę, po czym posłał przyjaciołom radosne spojrzenie.
Leon i Federico wyszli ze sklepu jako pierwsi. Nieśli wszystkie torby z zakupami. Gdy znajdowali się przy wejściu do parku, usłyszeli krzyk Angel. W jednej sekundzie odwrócili się i zobaczyli przerażoną dziewczynę, leżącą na ziemi. Fede ruszył w jej kierunku. Leon natomiast, puszczając torby, pobiegł za złodziejem, który zabrał torebkę Angel i przy okazji przewrócił dziewczynę.
Po głowie chłopaka krążyło milion myśli. Niestety wszystkie wracały do punktu odniesienia. "Czemu go tu nie ma? Może coś mu się stało?". Leon bał się, że kolejna bliska mu osoba cierpi.
- I co powiecie? - jego uszy zarejestrowały ciepły i niepewny głos przyjaciółki.
W tej samej chwili "wrócił na Ziemię" i zorientował się, iż dalej znajdują się w sklepie z ubraniami. Wyjął ręce z kieszeni swoich dżinsów, po czym spojrzał na dziewczynę. Zamurowało go, a głos utknął mu w gardle. Wyglądała okropnie. Nie potrafił uwierzyć, że przez szpital człowiek może zmizernieć do tego stopnia w tak krótkim czasie. Angel nie była już tą samą dziewczyną, co pół roku temu. Strasznie schudła. Jej ciało wyglądało jak... gałązki okryte jednowarstwową chusteczką. Niegdyś złocista skóra, była teraz przeźroczysta, natomiast burza ciemnych włosów, zwykle luźno opadających na ramiona jakby... zmieniła kolor i gdzieniegdzie przeplatały ją siwe pasma. Nastolatek wiedział jednak, że to ta sama dziewczyna. Jej oczy... nadal charakterystycznie błyszczały. Wiedział, że nie może dopuścić, by ktoś ją skrzywdził. Niestety było mu strasznie wstyd, że zorientował się, iż stan zdrowia przyjaciółki jest tak zły dopiero wtedy, gdy przymierzyła przecenione short'y i koszulkę na ramiączkach.
- Wyglądasz pięknie... - z jego gardła wydobył się szorstki głos.
Szybko jednak odchrząknął. Dziewczyna posłała mu delikatny uśmiech, który odwzajemnił. Lubił, gdy była szczęśliwa.
- Ten ciemny fiolet podkreśla twoje piękne, błękitne oczy - dodał nieco delikatniej.
Zarumieniła się, spuszczając wzrok. Miał świadomość, że nie do końca mu uwierzyła. Jednak cieszył się, iż sprawił jej choć trochę przyjemności.
Zaraz potem Sofie i Federico również skomplementowali strój dziewczyny. Leon spojrzał w ich stronę, po czym posłał przyjaciołom radosne spojrzenie.
Leon i Federico wyszli ze sklepu jako pierwsi. Nieśli wszystkie torby z zakupami. Gdy znajdowali się przy wejściu do parku, usłyszeli krzyk Angel. W jednej sekundzie odwrócili się i zobaczyli przerażoną dziewczynę, leżącą na ziemi. Fede ruszył w jej kierunku. Leon natomiast, puszczając torby, pobiegł za złodziejem, który zabrał torebkę Angel i przy okazji przewrócił dziewczynę.
#Czwarta myśl#
Biegł, jak najszybciej potrafił, próbując zgubić ścigającego go chłopaka. Miał nadzieję, że szybko się zmęczy i sobie odpuści. Przecież nie mógł tak po prostu poczekać na niego, a gdy już będą stali twarzą w twarz, oddać torebki. Skoro udało mu się zwyciężyć nad samym sobą i ukraść czyjąś własność, nie powinien jej zwracać. Tym bardziej, że potrzebował pieniędzy. Od dwóch dni nic nie jadł, a jego słaba odporność zaczynała coraz bardziej dawać się we znaki.
Po przebiegnięciu kilkuset metrów, skręcił w jedną z bocznych uliczek. Niezbyt dobrze znał teren, po którym musiał się poruszać, jednak w tamtej chwili było to mało istotne. Najważniejsze, żeby zgubić tego chłopaka. A potem znajdzie spożywczak i kupi sobie bułkę.
Wpadł do jednego ze sklepów odzieżowych i szybko pobiegł w stronę garderoby. Miał nadzieję, że nieznajomy, którego koleżankę okradł, nie doszedł tu za nim. W innym wypadku będzie... skończony. Nie dość, że zabierze mu tą głupią torebkę, to jeszcze... sam wymierzy sprawiedliwość. Albo zadzwoni po policję! Doskonale wiedział, że na kontakt z ludźmi w niebieskich, policyjnych mundurach nie może sobie pozwolić. Będą wypytywać o to, kim jest, czemu ukradł tą torebkę i gdzie są jego rodzice... A wtedy nastąpi koniec świata!
Po piętnastu minutach siedzenia w garderobie, odsunął zasłonkę i zaczął rozglądać się dookoła. Chłopaka, który go gonił, nigdzie nie było. Niepewnie wyszedł z małego pomieszczenia. Musiał być ostrożny. Nieznajomy mógł się na niego zaczaić.
Szedł powoli, dokładnie rozglądając się dookoła. Teraz miał stuprocentową pewność, że chłopaka nie ma w pobliżu. Odetchnął z ulgą, po czym spojrzał na torebkę. W takich chwilach czuł do siebie nienawiść. Wiedział, że zabieranie ludziom ich własności było złe. Jednak... nie miał wyjścia.
Wyszedł ze sklepu. Od razu zaczął rozglądać się dookoła. Jakoś musiał wrócić do tego cholernego parku. Z niego łatwo było dojść do... domu. Niestety jego pamięć do dróg była tak słaba, że nie zapamiętał nic. Zdał się więc na intuicję.
Po chwili jednak zorientował się, że w parku mogą być ludzie, których przyjaciółkę okradł. Póki co nie mógł tam wrócić. Konfrontacja z nimi na pewno nie byłaby dla niego dobra.
Usiadł na jednej z ławek. Była pokryta szronem. Zadrżał. No tak... zbliżała się zima. Niedługo najprawdopodobniej spadnie śnieg. Ciekawe, jak wtedy sobie poradzi.
Niepewnie otworzył torebkę i wsadził do niej chudą rękę. Pierwszą rzeczą, na którą się natknął, było małe, kartonowe pudełko. Wyciągnął je. Lekarstwa. Westchnął ciężko, po czym położył je obok siebie i znów zanurzył dłoń w torebce. Kolejne pudełko. Kolejne lekarstwa...
- Ona jest chora - szepnął do siebie. - A ja ją okradłem...
Po chwili zastanowienia włożył lekarstwa z powrotem do torebki. Następnie wyjął portfel. Otworzył go. Od razu ujrzał legitymację dziewczyny. Spojrzał na zdjęcie oraz adres.
- No... to dziś sobie nie pojem.
Włożył portfel z powrotem do torebki. Legitymację jednak nadal trzymał w dłoniach. Podszedł do pierwszego człowieka, którego zauważył. Kompletnie nie znał Rzymu. Musiał zapytać kogoś o drogę do domu tej dziewczyny. Albo przynajmniej ulicę, na której jej mieszkanie się znajdowało. Nie mógł być tak podły, żeby zachować łup dla siebie. Ta nieznajoma... chorowała. Postanowił, że odnajdzie ją i odda wszystko, co ukradł. Tak będzie najlepiej...
~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
Witamy wszystkich, którzy przeczytali pierwszy rozdział naszego nowego opowiadania! <3
Pisałyśmy go wspólnie! :3
Mamy nadzieję, że chociaż trochę wam się spodobał i zostaniecie z nami na dłużej! :D
Zachęcamy do obserwowania bloga i komentowania rozdziałów! To bardzo motywuje ^^
Kolejny pojawi się niebawem! Ktoś czeka?
Kochamy! Bardzo mocno! <3

Mnie się podoba!
OdpowiedzUsuńChociaż wolałabym żebyście wspólnie dokończyli tamtą historie
Prosze!
Pozdrawiam Gosia:*
Dzięki :*
UsuńCd starej historii to nwm zobaczymy co da się zrobić, ponieważ jak widzisz wszystko na tym blog się zmieniło i ta historia jest taką naszą wspólną narodziła się jako nasz wspólny pomysł :) (Ewentualnie dokończę ją sama- chyba, że Dolor będzie chciała mi pomóc ^^ lub zrobię z niej jakąś miniaturkę ;)
Ps. Ale nic nie obiecuje.
Sofie
Świetny!
OdpowiedzUsuńCzekam na nexcika...
W ogóle zastanawiam się kto ukradł tą torebkę, bo imię się nie pojawia...
Wspaniały!
Besos,
Mel
Dzięki i fajnie, że Ci się podoba :)
UsuńSofie :*
Świetny kochane ! :*
OdpowiedzUsuńAngel wyszła ze szpitala , była chora , jest chora , na co ?
Świetny, złodziej który nie jest zły , kradnie żeby mieć na jedzenie , żal mi się co zrobiło :* Mam pytanko z serii parringi , jeśli moglybyscie mi powiedzieć jakie są parringi docelowe , byłabym wdzieczna :* Ale ja uwielbiam Fede i Leoska :* Sofie , jaka z niej dobra przyjaciółka :D Chcieć mieć taki talent jak Wy :* Nie mogę się doczekać dwójki, więc szybko dawajcie ja 😘😍
Dzięki za miłe słowa fajnie, że jesteś zadowolona oraz że Ci się podoba :)
UsuńSofie ;*
JEJ!!!
OdpowiedzUsuńNaprawdę miła niespodzianka bardzo się cieszę, że wpadłaś <3
Fajnie, że Ci się podoba :)
Sofie :*
A para przewodnia to? xD
OdpowiedzUsuńBoże, jak ja się cieszę, że trafiłam na tego bloga!
OdpowiedzUsuńProszę was! Następny rozdział z prędkością światła! :*
Zakochałam się.
Czekam z niecierpliwością! Buzi :*
Dzieki to bardzo milo :)
UsuńCzekam i czekam a rozdziału nie ma ;-;
OdpowiedzUsuńKiedy się pojawi?
Bo już nie mogę się doczekać<3
Pozdrawiam Gosia:*