Nie ma Cię przy mnie juz od pół roku, a do mnie to dalej nie dociera... Przepraszam, ze nie było mnie przy Tobie w najcięższych chwilach. Zbliżają się Twoje urodziny, ale juz nie usłyszysz moich życzeń... Zaraz znowu smutek, bo to będzie szósty miesiąc bez Ciebie.
Pamiętaj Kocham Cie Kochałam i Zawsze Będę Cię Kochać!
----------------------------------------------------
Czytając posłuchaj
Od dnia, w którym udała się na badania minęły już dwa tygodnie, od tamtej pory jej życie toczyło się tak wolno, jakby ktoś wyjął baterie z zegara i czas przestał płynąć. Dziewczyna żyła w strachu i niepewności, bała się, cholernie się bała jak teraz będzie wyglądało jej życie. Czy los sprawi jej piękną niespodziankę, czy może wywróci dotychczas poukładane życie...
Pogrążona własnymi przemyśleniami nawet nie zorientowała się iż już doszła pod szpitalny budynek, niepewnie popchnęła drzwi i weszła do pomieszczenia. Już przy wejściu jej nozdrza poczuły charakterystyczną szpitalną woń, mieszaniny środków dezynfekujących, różnego rodzaju leków oraz zapach ludzi przebywających w tym miejscu. Sztywnym krokiem podeszła do recepcji i zapytała o wyniki, po czym starsza pielęgniarka z ciepłym uśmiechem zaprowadziła ją pod gabinet lekarza. Po nie całych dziesięciu minutach weszła do pokoju i przywitała się z młodą lekarką.
- Dzień dobry.
-Witaj Francesco.
Odparła kobieta przeglądając jej dokumentacje, po wyrazie twarzy kobiety, szatynka domyśliła się iż ta nie ma dla niej dobrych wiadomości. Jej z reguły optymistyczne myśli uciekły bardzo szybko, pozostawiając miejsce dla tych mniej entuzjastycznych. W końcu kobieta podniosła się i rozpoczęła rozmowę.
-No dobrze, jak zapewne wiesz Twoja babcia oraz ciotka walczyły z rakiem... Więc pewnie domyślasz się, że genetycznie posiadasz predyspozycje do zachorowania.
Dziewczyna przyglądała się lekarce z przerażeniem w oczach i powoli przyswajała jej słowa.
-Oglądając Twoje wyniki badań muszę Ci powiedzieć, że niestety również zachorowałaś na nowotwór... Masz raka trzustki.
Po tych słowach jej świat się zawalił, nie wierzyła w to co mówi jej lekarka. Doskonale wiedziała, że rak trzustki jest najgorszy, ponieważ nie idzie go jeszcze wyleczyć.
-Nie martw się rak to jeszcze nie wyrok. Będziemy z nim walczyć.
-Jak to nie jest wyrok?! Przecież nie ma leku na tę odmianę nowotworu!
-Spokojnie wiem, że nie ma jeszcze na niego leku, ale medycyna poszła bardzo do przodu możemy opóźnić postępowanie choroby.
Oznajmiła spokojnie lekarka. Szatynka nie potrafiła uwierzyć w jej słowa, lekarka jeszcze tłumaczyła osiemnastolatce kilka ważnych spraw, niestety ona pogrążona była we własnym świecie. Na do widzenia dostała duży plik recept i wyszła z gabinetu.
Nastolatka nie miała pojęcia co powinna ze sobą zrobić. Nie chciała dzwonić do rodziców i ich martwić, gdyż bardzo zależało jej na tym by kontynuować studia na Krakowskim ASP.
Udała się do pobliskiej herbaciarni, uwielbiała tam przebywać, ze względu na miłą atmosferę, piękny wystrój oraz darmowe wi-fi. Ostrożnie weszła do pomieszczenia zajmując swój ulubiony stolik, kącie pomiędzy oknem i kominkiem. Zamówiła swoją ulubioną białą herbatę z malinami, a następnie wyjęła blok i ołówek. Uznała, że uwieczni tę chwilę na kartce papieru przy okazji odrabiając kolejną pracę domową co jakiś czas rozkoszując się herbatą.
-Przepraszam czy wolne?
Usłyszała ciepły męski głos za swoimi plecami. Z samej ciekawości postanowiła, że się odwróci. Jej oczom ukazał się przystojny nastolatek na oko w jej wieku, miał szmaragdowe oczy oraz włosy postawione na żelu.
-Jasne.
Oznajmiła pierwszy raz uśmiechając się tego dnia.
-Mam na imię Leon i zwykle nie ma tu tylu osób, a uwielbiam się tu uczyć.
Powiedział nie zdejmując z niej wzroku.
-Miło mi. Francesca.
-Dzień dobry co podać?
Zapytała kelnerka.
-Poproszę białą herbatę z malinami.
Oznajmił właściciel szmaragdowych oczu cały czas się uśmiechając. Szatynka bardzo ucieszyła się, że chłopak zamówił ten sam napój co ona pomimo, że znali się zaledwie dwadzieścia minut.
Przez kolejną godzinę rozmawiali, śmiali się i dowiadywali o sobie nowszych rzeczy. Po dwóch godzinach i trzech wypitych herbatach postanowili udać się na spacer do parku.
Wychodząc z herbaciarni dziewczyna od razu poczuła, że zima nie próżnuje i momentalnie schowała ręce do kieszeni. Kiedy skończyli spacer Leon odprowadził ją do domu i pożegnali się.
Francesca od samego rana nie potrafiła znaleźć sobie miejsca w domu, bardzo denerwowała się kolejną wizytą w szpitalu tym razem u onkologa. Bała się czego może dowiedzieć się tym razem. Po czterdziestu minutach uznała, że wyjdzie z domu i przejdzie się do szpitala na nogach, aby się dotlenić. Kiedy znalazła się w szpitalu i w końcu udało jej się wejść do gabinetu odetchnęła z ulgą. Sama nie wiedziała czym się tak denerwuje.
-Dzień dobry. Pokaż mi te swoje wyniki.
Poprosił lekarz siedzący na fotelu za biurkiem z surowym wyrazem twarzy.
-Dobrze, nie widzę innej opcji niż po prostu umieszczenie Cię na oddziale w szpitalu. Niestety najprawdopodobniej miejsce zwolni się za około dwa miesiące. Oczywiście jest jeszcze możliwość, abyś wróciła do Włoch i tam umieścimy Cię w jakimś szpitalu.
Oznajmił lekarz bardziej do siebie, niż do niej już nieco łagodniejszym tonem.
-Nie trzeba ja poczekam tutaj, ponieważ za nim uda się załatwić wszystkie formalności z wyjazdem minie akurat z półtora dwa miesiące.
Kłamała, ponieważ doskonale wiedziała iż to nie będzie żaden problem, mimo wszystko próbowała przekonać mężczyznę do swojej racji. On również wiedział, że kłamie lecz nie wnikał ani nie przeciągał bardziej dyskusji.
Wychodząc z gabinetu usłyszała znajomy głos wołający jej imię.
-O hej Leon co ty tu robisz?
-Hej przyjechałem z babcią na badania od wielu lat zmaga się z chorobą. A ty co tu robisz?
Wiedziała, że to pytanie również padnie lecz nie chciała mu mówić prawdy...
-Ja tu pracuję... No bardziej dorabiam noszę kawę i herbatę lekarzom itp.
Wymyśliła na poczekaniu, chłopak nie pytał o nic więcej tylko przedstawił ją swojej babci.
Postanowili, że całą trójką odwiedzą swoją ulubioną herbaciarnię i wypiją pyszny napój. Po około dwóch godzinach uznali, że pójdą na spacer, Pani Bianco koniecznie chciała iść już do domu więc młodzi postanowili ją odprowadzić. Następnie udali się na długi spacer pod gwiazdami.
-Fran...
-Hmmm?
-Opowiesz mi coś jeszcze o sobie i swoim życiu? Proszę.
Kiedy dziewczyna zorientowała się o co prosi ją przyjaciel poczuła ciarki na plecach. Błądziła wzrokiem po niebie i myślała co mu odpowiedzieć.
-Wiesz już o mnie na prawdę wszystko.
Odpowiedziała wymijająco.
-Wiesz o co mi chodzi...
-To może ty opowiedz mi coś jeszcze o sobie.
Powiedziała ze sztucznym uśmiechem i usiadła na trawniku.
-No to dzisiaj poznałaś moją babcię. To właśnie ona mnie wychowała, po śmierci moich rodziców wraz z babcią przeprowadziliśmy się do Polski. Na dzień dzisiejszy nie wyobrażam sobie bez niej życia.
Opowiedział siedząc obok niej i bawiąc się kosmykami jej włosów.
-Leon ja nie miałam pojęcia...
Przyznała ze spuszczoną głową.
-Fran mogę mieć do Ciebie szalone pytanie?
-Jasne.
Odpowiedziała zaciekawiona podnosząc głowę.
-Zostaniesz moją dziewczyną?
-Mhm... Tak!
Zawołała ze szczerym uśmiechem. Leon ewidentnie się rozpromienił i mocno ją przytulił.
Miesiąc później
-Nie mów mi, że jeszcze mu nie powiedziałaś.
Odparła z wyrzutem przyjaciółka Szatynki.
-Nie chcę go ranić... Poza tym wiesz, że lekarz mówił mi że wyniki są lepsze.
Powiedziała biorąc łyk białej kawy.
-Nie chcesz go ranić? Chyba żartujesz pomyśl jak ty byś się czuła na jego miejscu?
-No niby masz rację... Powiem mu jak wróci z tej wymiany.
Uznała ze smutkiem i zażenowaniem w oczach.
-Kochanie wiesz, że nie chcę dla Ciebie źle.
-Wiem dziękuję Lu. Dopiero teraz widzę, że moje zachowanie było na prawdę egoistyczne.
-Misia nie smuć się.
Powiedziała blondynka przytulając przyjaciółkę.
-Hej kochanie.
Szatynka usłyszała za sobą miękki głos ukochanego. Po chwili Leon objął ją i odwrócił w swoją stronę łącząc ich usta w przyjemny pocałunek.
-Hej Skarbie. Nawet nie wiesz jak się cieszę, że już jesteś.
-To ja już pójdę. Pa Leon, pa Mała pamiętaj.
-No to co gdzie idziemy do Ciebie czy do mnie?
Zapytał Leon z uwodzicielskim uśmiechem.
-W sumie to możemy do mnie, Luśka jedzie na jakieś warsztaty muzyczne do Wrocławia.
-Fran co Ci jest jeszcze parę dni temu byłaś w stanie latać, a dzisiaj zachowujesz się jak zmierzła osa.
-Przepraszam, mam zły dzień.
-Wiem może ty jesteś w ciąży...
-No wiesz co, przesadziłeś!
Krzyknęła dziewczyna gotowa do wyjścia.
-Nie no Francesca nie złość się przepraszam.
Odparł skruszony Leon.
-Za ten tekst powinnam dać Ci w twarz wiesz o tym.
Powiedziała z uśmiechem, a po chwili Leon pocałował ją.
Dwie godziny później
-Leon muszę Ci coś powiedzieć...
-Tak?
-Bo ja... nie byłam z Tobą do końca szczera.
-Fran o czym ty mówisz?
Zapytał po czym zorientował się, że dziewczyna leży nie przytomna na posadzce.
Po dwudziestu minutach Chłopak wraz z ukochaną i jej przyjaciółką byli już w szpitalu.
-Kim państwo są dla Pani Cauvilgi?
-Jestem jej siostrą. Proszę mi powiedzieć czy to ma coś wspólnego z jej chorobą?
Zapytała blondynka ze łzami w oczach.
-Jaka chorobą?!?
Dopytywał zdenerwowany brunet.
-Zapraszam Państwa do gabinetu nie będziemy rozmawiać na korytarzu.
Zdenerwowani studenci udali się za lekarzem. Leon miał złe przeczucie. Bał się, że to co za chwilę usłyszy może całkowicie zmienić jego życie.
-Zgadza się omdlenie Pani siostry zostało spowodowane postępowaniem choroby.
-Ale dlaczego? Przecież mówiła mi, że wyniki jej badań się polepszyły i iii...
Ludmiła nie wytrzymała i rozpłakała się jak mała dziewczynka.
-Przykro mi to mówić lecz wyniki Pani Francesci nie poprawiły się, wręcz przeciwnie jest o wiele gorzej tyle, że nie chciała zostać na oddziale... Może jeżeli zostałaby wtedy w szpitalu... Choroba nie postępowała by tak szybko.
Oznajmił lekarz z nutą smutku i rozczarowania w głosie, po czym czekał na kolejne pytania ze strony nastolatków bawiąc się długopisem.
-Do jasnej cholery, czy ktoś mi wreszcie powie o jaką chorobę chodzi?!?
Zdenerwował się chłopak i zaczął krążyć po gabinecie.
-To Fran Ci nie powiedziała? Miała dzisiaj Ci powiedzieć...
-O czy... Chwila... Mówiła, że nie była ze mną szczera iii... Ludmiła co dolega Francesce?
Zapytał właściciel zielonych oczu ze smutkiem w głosie i opadł na krzesło.
-Ona ma... raka...
Powiedziała i znów zaczęła chlipać odgarniając kosmyk włosów opadający na jej czoło.
-Ale jak... Od kiedy? Przecież nowotwór to nie wyrok dlaczego nic nie powiedziała?
-Ona ma raka trzustki... Od jakiś dwóch miesięcy o nim wie...
-Panie doktorze, pacjentka z czwórki się obudziła i chce się zobaczyć z Państwem.
Do gabinetu wbiegła pielęgniarka i ze smutkiem wypowiadała każde słowo, a przy ostatnim wskazała na Leona i Ludmiłę. Przyjaciele niemal od razu ruszyli w kierunku sali.
-Kochana proszę Cię nigdy więcej nas tak nie strasz rozumiesz.
Oznajmiła blondynka tuląc do siebie przyjaciółkę i głaszcząc ją po głowie.
-Przepraszam... Już nie będę. Lu możesz mi przynieść białą herbatę z malinami?
Zapytała osłabiona włoszka.
-Oczywiście zaraz będę.
-Fran dlaczego mi nie powiedziałaś?
-Przepraszam... Nie chciała, żebyś mnie zostawił. Chciałam, ale nigdy nie było odpowiedniego momentu.
Oznajmiła i spuściła wzrok.
-Nie martw się wyjdziesz z tego damy sobie radę. Rozumiesz?
Powiedział i mocno ją przytulił.
-Leon.
-Tak?
-Chcę, żebyś wiedział... Te dwa miesiące spędzone z tobą były najpiękniejszymi chwilami w moim życiu.
-Fran o czym ty mówisz? Będziemy mieć jeszcze mnóstwo takich chwil słyszysz?
-Proszę obiecaj mi, że zajmiesz się Lu i że nigdy mnie nie zapomnisz.
-Fran nie mów tak!
-Pocałuj mnie! Mocno i namiętnie ostatni raz. Proszę. Kocham Cię najbardziej na świecie.
Dziewczyna wiedziała, że mam mało czasu. Wiedziała, że muszą się pożegnać.
-Fran nie rób mi tego słyszysz ja Cię kocham!
Krzyczał chłopak ze łzami w oczach.
-Pocałuj mnie.
Wyszeptała resztką sił, a on spełnił jej ostatnią prośbę. Po chwili zorientował się iż wybranka jego serca jest martwa.
-Jestem przyniosłam Ci ogromną herbatę z... Leon co jest? Nie to nie prawda!
Krzyknęła dziewczyna upuszczając kubek z gorącą cieczą i płacząc jak mała dziewczynka. Oboje nie wierzyli, że już nigdy nie zobaczą jej uśmiechu, jak rysuje piękne portrety, że nie usłyszą jej przyjaznego głosu ani nie poczują bijącego od niej ciepła. Nie wierzyli, że Jej już nie ma.
Po dziesięciu minutach płaczu oboje ostatni raz spojrzeli na Włoszkę i wyszli ze szpitala czując smutek, pustkę i niechęć do wszystkiego.
Trzy dni później
-Zgromadziliśmy się tu po to by pożegnać naszą siostrę. Odeszła w bardzo młodym wieku i bardzo niespodziewanie, ale na pewno chciałaby być zapamiętana jako wesoła i szczęśliwa dziewczyna.
Dobrze jest jeszcze jedna osoba, która chciała coś powiedzieć...
Oznajmił ksiądz na ceremonii pogrzebowej ustępując miejsca przy mikrofonie nastolatkowi.
-No to tak... Dzisiaj rano wraz z Ludmiłą znaleźliśmy list od Fran... Nie przeczytaliśmy go, ponieważ miał on zostać otwarty podczas... W tej chwili.
Powiedział Meksykanin otarł oczy i otworzył kopertę.
Jeżeli czytacie ten list to znaczy, że mnie już z Wami nie ma. Chcę przeprosić wszystkich po kolei, że o mojej chorobie dowiedzieliście się podczas mojego pogrzebu, a nie ode mnie samej. Lecz zapewne pamiętacie nigdy nie znosiłam pożegnań... Chcę Wam wszystkim podziękować za wszystko. Za uśmiechy, możliwość spełniania marzeń oraz miłość jaką mi okazywaliście we wszystkich chwilach mego życia.
Najbardziej chcę podziękować moim rodzicom. Zawsze mogłam liczyć na Was oraz wasze wsparcie i miłość, kochaliście mnie mimo wszystko. Dziękuję.
Meksykanin przerwał czytanie na krótką chwilę, aby rodzice zmarłej przyswoili przeczytane słowa.
Kolejną osobą, której jestem wdzięczna za wszystko jest moja przyjaciółka Ludmiła.
Byłaś dla mnie jak siostra zawsze mogłam na Ciebie liczyć Kocham Cię. Jest jeszcze druga osoba, której chcę bardzo podziękować i również przeprosić.
Przeczytał robiąc krótką pauzę, aby przetrzeć mokre oczy.
I na koniec Ty Leonie. Chcę Cię jeszcze raz bardzo przeprosić za kłamstwo. Mam nadzieję, że mi wybaczysz. Nie chciałam poddać się leczeniu, ponieważ wtedy nie spędzilibyśmy wspólnie tylu pięknych chwil. Chcę Ci bardzo podziękować, gdyż to właśnie przy Tobie zapomniałam o bólu i chorobie, to dzięki Tobie widziałam dalszy sens życia i nie załamałam się natomiast ostatnie chwile nie były męką i cierpieniem w szpitalu lecz piciem herbaty w Twoim towarzystwie. Pamiętaj Kocham Cię byłeś najlepszym co mnie w życiu spotkało.
Pamiętajcie, że jeżeli tylko zechcecie się ze mną spotkać lub porozmawiać to pomyślcie o mnie lub zawołajcie, a ja zawsze przybędę. I jeszcze jedno ja nie umarłam, ja żyję w waszych sercach i pamięci. Proszę nie zapomnijcie o mnie Kocham Was.
Francesca
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej jest tu jeszcze ktoś?
No to jak zapewne się domyślacie One Shot miał zostać dodany wczoraj, ale nie zdążyłam i nie miałam siły... Rozdział pojawi się za niedługo, a tym czasem udanych ferii i szczęśliwych walentynek (wyobraźcie sobie, że zostało to napisane wczoraj ;).
Bardzo prosimy o komentarze to daje dużego kopa do pisania ;)
Pozdrawiam Sofie ;***
Cudowny ! :*
OdpowiedzUsuńRozplakalam się na prawdę pod konie ryczalam jak głupia ;*
Piękny :*
Naprawdę uwielbiam twoje spoty i opowiadania , ale to na pewno już wiesz :*
Leonesca ♡♡
Kocham ich i gdy tylko zobaczyłam, że to o nich mowa w shocie , to przeczytałam bo z 10 razy ❤
Zostałaś nominowana do LBA na moim blogu
Usuńhttp://mojeoneshoty.blogspot.com/2016/03/lba.html ;*
Zapraszam ;*
Jakie to jest nieziemskie! *o*
OdpowiedzUsuńPrzez ciebie mam ochotę na herbatkę! :(
A nie mogę już dobie zrobić, bo późno!
Obrażam się!
Nie no. Żarcik kosmonaucik! xd
Jestem bezduszna. Taki piękna i wzruszająca miniaturka, a ja kurde żarcik kosmonaucik jakiś...
Frania :c
Leòn mój kochany. Nie płacz skarbie.
Ale jednak Fran nie pomyślała. Mogłaby przeżyć! Ale gdyby została w szpitalu, to by z Leon'em nie była.
Chociaż ja tam wolę Diega. I Larę. <3
Ale ich też kocham. Moje myszki.
Luśka tam nawet dobrze. Nie wiem.
Dobra kończę ten bezsensowny komentarz.
Ściskam mocno! ;*
O nie!
OdpowiedzUsuńDopiero teraz uświadomiłam sobie, że nie skomentowałam.
Przepraszam jestem okropna!
Powiem tylko tyle
O.s wyszedł ci cudowny.
Gdy go czytałam miałam łzy w oczach.
Naprawdę!
Czekam na więcej takich wspaniałych o.s' ów.
I oczywiście kontynuacje historii.
Pozdrawiam Gosia:*
Hej, haj, heloł Misiaku! ^^
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że bawisz się w "LBA", bo właśnie zostałaś nominowana!
Zapraszam tutaj -> http://destronado-am.blogspot.com/p/el-be-a.html
Do zobaczenia! :3